Ogłoszenie



Zapisy Otwarte Zapisy Otwarte Zapisy Otwarte Zapisy Otwarte Zapisy Zamknięte Zapisy Zamknięte Zapisy Zamknięte

#1 2014-07-17 15:20:26

 Shadow

http://i.imgur.com/sg2JZNK.png

10593558
Call me!
Zarejestrowany: 2011-04-22
Posty: 316
Punktów :   10 
Fabularnie: Wolny
Liczba wykonanych misji: 0
Magia: DDS, Fala Uderzeniowa
Multikonta: Revan, Alaude
Klejnoty: 20.000

"New Story" - Fan Fick Fairy Tail

Rozdział I – Początek


Godzina 10:23, pogoda w miarę dobra, promienie słoneczne przeplatają się na przemian z większymi i mniejszymi chmurami, wprost idealny dzień do tego, aby spędzić go w plenerze. Niestety, magowie w plenerze przebywali głównie na misjach, dlatego też korzystali z każdego dnia wolnego i starali się odpocząć gdzieś w głównej siedzibie swojego pracodawcy. Nie inaczej było z nim. Po wykonaniu razem z kilkoma innymi osobami misji, Giotto postanowił leniwie podnieść się z łóżka. Pierwsze co zrobił zaraz po opuszczeniu łóżka, to oczywiście się odświeżył, biorąc prysznic, potem ubrał na siebie jakąś zwyczajną koszulę, spodnie i kilka innych mniej potrzebnych rzeczy. Nie zastanawiał się jakoś specjalnie nad wyborem odzieży, bowiem brał pierwszą z brzegu, jak zwykle z resztą. Kiedy już nałożył na szyję wisiorek, natychmiast schował go za t-shirt. Westchnął delikatnie i pomasował się dłonią po karku, w czasie wyglądania przez okno. Kiedy już postanowił wyjść z pokoju, celem podróży na dół, narzucił na siebie swobodnie jeden z płaszczów, który odpowiadał czarno-fioletowej kolorystyce jego ubrania. Wyszedł z pomieszczenia, a drzwi zamknął specjalnym, magicznym kluczem. Taki podstawowy ekwipunek każdego członka gildii. Chłopak obejrzał się w lewo, doglądając wielkiej flagi z herbem gildii Fairy Tail. Przez moment przepełniła go duma, która z czasem zmieniła się w smutek i frustrację, a tą z kolei ukazał smutnym wyrazem twarzy. W końcu nadszedł moment, w którym musiał zejść na dół, tak też zrobił, uprzednio zaopatrując się w głęboki oddech. Ledwo otworzył drzwi łączące skrzydło mieszkalne z jednym z głównych korytarzy gildii, a tu już został powitany dawką hałasu, wybuchów i krzyków, które jednoznacznie wskazywały na to, że magowie przebywający w pomieszczeniach siedziby, bawią się doskonale. Rozejrzał się po jednej z przejściówek między częściami budynku i już mógł dostrzec kilka „trupów”, o ile tak można nazwać upitych do nieprzytomności magów. Shadow schował ręce do kieszeni i pewnym krokiem udał się dalej. Nie minęło kilkanaście sekund, a on już stał przed drzwiami do sali głównej gildii. Pchnął mosiężną bramę i na start został oślepiony połyskiem użytych czarów, pełnych piwa i innych trunków kufli oraz zabawy oświetleniem. Mimo tego, że przebywał tu rzadko, nie wzbudził jakiejś ogromnej sensacji. Wiadomo, każdy spojrzał na niego, niekiedy nawet się przywitał, ale ta szybko jak zostali zlani przez maga, tak szybko zapomnieli o jego obecności tutaj i bawili się dalej. Shad został zaproszony do stolika gdzie siedziały już dwie inne znane osobistości tej gildii. Byli to blondyn Cloud oraz iluzjonista Hei. Podreptał w ich stronę, zajmując miejsce obok Strife.
- Chwilę nas nie ma, a tu już burdel. – mruknął wyraźnie niezadowolony z rozwoju wypadków w gildii Cloud.
- Dlatego chcę stąd jak najszybciej wyjść… - odrzekł Shadow , który poczuł w okolicach swojego ucha kogoś oddech.
- Dopiero wróciłeś i już chcesz mnie zostawić? – głos oczywiście poznał od razu, jednakże dla pewności musiał się obrócić. No tak, to była Shinrai, no bo kto poza nią tak śmiele zwracał się do niego?
- Tchórz, jak zwykle z resztą. – wtrąciła się inna zawodniczka. Była to Blanca, jedna z nielicznych magów klasy S jeśli chodzi o kobiety w gildii. Zapomniał, że jeszcze właśnie różowa ma taki temperament. Całą sytuację Giotto po prostu przemilczał, tylko Cloud postanowił się odezwać w tej sprawie, bowiem Hei jak to Hei, spał z odchyloną głową do tyłu i miał delikatnie mówiąc w dupie to co się tutaj dzieje.
- Może by tak je zastrzelić i zakopać? Nikt by się nie dowiedział. – stwierdził bardzo spokojnie Strife, który dostał młotkowy w tył głowy od Silvy.
- Zaraz ciebie zastrzelę, jeśli dalej będziesz tak gadać. – mimo małego guza na głowie, blondyn wyczyścił sobie palcem ucho i spojrzał z pogardą na Blancę.
- Jest jeszcze operacja plastyczna, ale żaden chirurg się jej nie podejmie. – zaśmiał się delikatnie i już miał dostać sierpowy od mag klasy S, jednakże pochylił się do przodu w momencie ciosu i wyskoczył z kanapy na której siedział, perfidnie się śmiejąc przy tej okazji. Chłopak zaczął skakać ze stołu na stół, uciekając od wkurzonej Silvy. Miejsce obok Shada się zwolniło, z czego skorzystała natychmiast Shi. Uśmiechnęła się zalotnie do maga i przejechała palcem po jego ramieniu.
- A teraz, możesz mi już postawić drinka przystojniaku. – gdyby był jakimś randomem, to może by się na to nabrał, ale nie ma zamiaru wydawać ciężko zarobionych pieniędzy, więc niech radzi sobie sama. Ze snu zimowego zbudził się sam Hei, który zmrużonymi oczyma spojrzał w stronę „obściskujących się” dwójki magów.
- To ty Cloud? Od kiedy ty masz kurwa cycki i gałąź w oku? – przez chwilę chłopak nie mógł uwierzyć w to co się dzieje, ale wraz z odzyskaniem pełnej świadomości, wiedział już, że to nie Strife, lecz Shinrai.
- Zaraz naprawdę Cię uderzę... – warknęła 19-latka i już wymierzała cios w stronę Darkera, który powstrzymał jednak Shadow.
- Zajmij się swoim drinkiem, jego zostaw w spokoju… - gdy już się opanowała, chłopak puścił uścisk i spojrzał na Clouda spierdalającego od wściekłej Crimson. Jego wzrok przykuła sytuacja, która miała miejsce na drugim końcu sali głównej, właśnie z udziałem Strife, Silvy i… Sheeny, która była wyraźnie niezadowolona z powodu zakłócenia jej odpoczynku. W końcu uciekający Chmurek zniszczył cały jej bufet, który zamówiła i za który de facto zapłaciła, zapewne wróciła dopiero z jakiegoś zlecenia, toteż jeszcze jest pod wpływem adrenaliny. Ale najbardziej zdenerwowana była za to, że jej ukochany słonecznik leżał rozsypany na drewnianej podłodze pomieszczenia.
- Teraz to sobie przejebaliście… - wokół Shay zaczęły się pojawiać małe, czarne błyskawice, które ewidentnie wskazywały na to, że magia pójdzie w ruch. Silva wiedząc co się święci, natychmiast odskoczyła, sprawnie unikając wiązki elektryczności wysłanej przez brunetkę. Crimson odpowiedziała przyzwaniem miecza, którym za pomocą siły kinetycznej rzuciła w rozdrażnioną Sheenę. Ta również się nie dała się choćby zadrapać i uniknęła ostrza, pochylając się tuż pod nim. Cloud powoli zaczął się wycofywać, wiedząc, że pozbył się już tej lambadziary, jednakże Shay na to nie pozwoliła. Uderzyła go kolejną wiązką piorunów, którą nawet trochę poczuł. Przeleciał go mały dreszcz, gdy poczuł gorąco w okolicach prawej łydki.
- Widzę, że nie pogram sobie z Shadem w yugioh… - w ręce Clouda znikąd pojawił się miecz. Jego twarz jak zwykle była nie do rozszyfrowania. Pewnym i co najważniejsze szybkim ruchem machnął mieczem przed twarzą zielonookiej, której przeciął kilka pojedynczych włosów. Wszyscy pozostali w gildii poszli za ciosem i dołączyli do „zabawy”, jaką niewątpliwie było lanie się po gębach. Byli również tacy, którzy nie wzięli udziału w tym, jak choćby śpiący Darker, czy „konwersujący” w najlepsze Shi i Shad. Kiedy już jednak zrobił się wielki syf, na salę wszedł mistrz, który jednym, mocnym wrzaskiem zakończył całą bijatykę.
- Mam dla was bardzo ważne ogłoszenie, więc skupcie się! – wykrzyczał i zerknął na kartkę, na której widniała ważna informacja.
- Gildia Fairy Tail otrzymała oficjalne zaproszenie na udział w turnieju o miliard klejnotów! – w tym momencie, na sali zrobiło się z powrotem głośno, a to dzięki aplauzowi, jakim obdarowali mistrza członkowie gildii, ciesząc się z nominacji. – Warunek udziału jest prosty. Dwie gildie, które w ciągu dwóch tygodni wykonają najwięcej zleceń, zmierzą się ze sobą w finale na Wielkiej Arenie w Erze, tuż obok budynku Magicznej Rady. Odbędzie się to na zasadzie stoczenia kilkunastu walk w różnych formach, począwszy od starć jeden na jednego, skończywszy na 5 na 5. Im więcej walk wygranych, tym więcej punktów dana gildia będzie mieć na swoim koncie. Wygra ta, która skończy z lepszym wynikiem zmagania! – mistrz tak długo mówił, że aż musiał się czegoś napić, a pod ręką było tylko piwo, które podała mu gildyjna kelnerka. – Chcę wygrać tę nagrodę, dlatego do roboty! Jeśli się dostaniemy, w przed dzień finałów wybiorę kilkunastu reprezentantów naszej gildii! – momentalnie wszyscy członkowie gildii podbiegli do tablicy ze zleceniami. Niektórzy połączyli się na kilka misji w drużyny, inni postanowili działać na własną rękę, wśród indywidualistów mogliśmy zobaczyć między innymi Shay. Większość członków gildii pośpiesznie wybiegła z centrum dowodzenia i udała się na przygodę, rozpoczynając tym samym zmagania turniejowe. Cloud wrócił do loży, w której siedzieli Shad, Hei i Shi, a tuż za nim przywędrowała Silva z kartką, która ewidentnie wskazywała jakąś trudną misję.
- Nie chcę, żeby któraś z tych słabszych gildii zajęła nasze miejsce. Musimy zacząć działać, w końcu mistrz już dawno obiecał nam basen! – wykrzyczała Silva, po której od razu było widać, że nagroda była najważniejsza. Wymarzona rozbudowa gildii, a najlepiej to niech zrobią z tego w ogóle spa, dla niej będzie to idealne miejsce na wypoczynek. – A ty łachudro, jak nie zrobisz z tą swoją „drużynką” jakiejkolwiek misji, to Cię ukatrupię, zrozumiano?! – dodała, patrząc w stronę Shada.
- Nie krzycz, nie rozkazuj i się nie denerwuj… ja swoje zrobię… - gdy to mówił nawet na nią nie patrzył, był pewien swego, więc i ona nie musiała się martwić. W końcu basen to dobra rzecz, nie ma co ukrywać. Wtem z miejsca powstała Shinrai, która zamierzała wykonać zadanie razem z Silvą. Przeciągnęła się powoli i stanęła obok swojej partnerki.
- Całkiem wygodny jesteś kocie. Dzięki za drinka. – puściła mu oczko i wysłała buziaka, na co on i tak nie zwrócił uwagi.
- Nie przyzwyczajaj się… - zadowolone, obie wyszły z gildii i udały się wykonać swoją misję, nie zważając nawet na komentarz Giotto. W gildii zostało kilku randomów, Shad, Cloud i Darker, którzy jak na razie nie mieli zamiaru się ruszać.
- Ty stary, co się taki milutki zrobiłeś? – spytał Cloud. Nie silił się nawet na okazanie jakiejś ciekawości, bo i tak go to chuja interesowało, tak tylko zadał pytanie, dla „rozruszania” atmosfery.
- Nie ja jestem miły, tylko ona natrętna… - warknął w jego stronę mag.
- Jakby nie patrzeć, fajna z niej suka. Zabaw się z nią. – ziewnął przeciągle Strife.
- Chciałbym… ale nie mogę… - przegryzł wargę i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Cloud westchnął lekko, a Hei dalej spał. Dziwną atmosferę przerwał powiew chłodu, który wskazywał tylko na jedną osobę. Pojawił się przed nimi ostatni członek Fortune Szerszeń, który od razu położył na stół przed nimi kartkę ze zleceniem.
- Omertà, nikt nie wie gdzie, jak i kiedy. Tylko nasza czwórka, teraz. – zwrócił się w ich stronę chłopak. Mimo tego, że mówił ogólnikami, cała trójka wszystko zrozumiała i nawet Darker zdjął nogi ze stołu, otwierając przy tym w oczy.
- W drogę… - rzekł niebieskowłosy i powstał, a za nim uczynili to odpowiednio Cloud i Shadow. Cała czwórka wyszła z gildii i rozpoczęła również swoją misję.
- Trzymajcie się chłopaki! – zawołał na odchodne Shuusuke, który w tym czasie mył okna gildii. Nikt mu jednak nie odpowiedział, przez co zamknął się w sobie i zapewne nieprędko stamtąd wyjdzie. Z dachu zerkał na to wszystko Vince, który leżał na dachówkach okrycia budynku i najwidoczniej nie miał zamiaru się nigdzie ruszać. Jego spokój przerwał inny mag Fairy Tail – Kazuyuki, który w ręku miał zwinięty rulonik papieru, a na nim zapewne kolejna misja, tym razem dla nich.
- Gotowy? – spytał Vince’a.
- Skoro trzeba. – rzekł z jak zwykle kamienną twarzą 27-letni członek gildii i razem ze swoim partnerem zeskoczyli z dachu. Udali się od razu na prawo, chcąc wykonać kolejne zlecenie dla rankingu turnieju…

Offline

 

#2 2014-07-17 15:20:46

 Shadow

http://i.imgur.com/sg2JZNK.png

10593558
Call me!
Zarejestrowany: 2011-04-22
Posty: 316
Punktów :   10 
Fabularnie: Wolny
Liczba wykonanych misji: 0
Magia: DDS, Fala Uderzeniowa
Multikonta: Revan, Alaude
Klejnoty: 20.000

Re: "New Story" - Fan Fick Fairy Tail

Rozdział II – Pustelnik


Od czasu ogłoszenia turnieju, ilość zgłoszeń dotyczących misji mocno wzrosła, bowiem dla pracodawców była to jedyna okazja, aby oszczędzić na wynagrodzeniach, bowiem głównym zadaniem było wykonanie jak największej ilości zleceń, wynagrodzenie nie miało tu nic do rzeczy. Fortune miało o tyle dobrą sytuację, że nie musieli brać żadnego z tych mało opłacalnych zadań. Szerszeń w porę zabrał jedną z najlepszych misji jakie były dostępne wtedy na tablicy. W trakcie podróży pieszo w stronę Góry Hakobe, mag wyjaśnił pozostałym członkom swojej drużyny, na czym konkretnie polega ta misja.
- Rozumiem, że naszym zadaniem jest znalezienie jakiegoś kamienia? Wyślę tego typa do kamieniołomu i będzie miał na zapas tego badziewia. – warknął Cloud, który najwyraźniej nie był zadowolony z całej tej podróży. Strife marzyła się misja, w której mógłby zarżnąć kilku, ewentualnie kilkunastu randomów.
- Niby kierują tym gościem tylko i wyłącznie sentymenty. – odparł Szerszeń, który ponownie wyjął kartkę ze zleceniem.
- Nie wydaje mi się… - wtrącił się Shadow, który do tej pory stał gdzieś w tyle.
- Też to zauważyłeś? – zerknął na niego Cloud, który bawił się przez moment jakąś małą kulką stworzoną ze swojej magicznej energii.
- Według niego, kamień waży kilka kilogramów. Kto normalny nosi ze sobą tak ciężki przedmiot i potem wmawia, że go zgubił? – postawił pytanie retoryczne Giotto, który zerknął w tym samym momencie na Darkera.
- W grę wchodzą trzy opcje… albo ten kamień jest wart miliony, albo ten gość jest po prostu idiotą… - dodał coś od siebie również właśnie Hei, jednakże nie zdołał dokończyć swojej myśli, bowiem przeszkodził mu Szerszeń.
- Albo w grę wchodzą właściwości magiczne… - przez moment chłopak głośno myślał, na co iluzjonista odpowiedział skinięciem głową. Jak widać cała czwórka doskonale się dogadywała, jednakże nie można było stwierdzić, czy ich przypuszczenia są słuszne. Wszystko okaże się w momencie, gdy odnajdą poszukiwany kamień. Na chwilę jednak postanowili zrobić postój, który poprzedziło szybkie zabicie dzika, przebiegającego im drogę. Znaleźli jakąś pustą przestrzeń między drzewami i tam postanowili zrobić ognisko, w końcu idą już dobre dwie godziny, a facet nie wielbłąd, pić i jeść musi. Cloud zajął się przygotowaniem obiadu, bowiem wieprzka trzeba było najpierw troszkę podgrzać, a potem doprawić. Nie było w tym lepszego gościa niż Strife. On sobie umiał radzić z życiem poza aglomeracją. Darker położył się gdzieś na trawie i dzięki gałęziom drzew nie musiał się martwić o słońce, toteż zrobił to, co zrobić musiał, zorganizował sobie pierwszą z wielu popołudniowych drzemek, jakie zazwyczaj o tej porze sprawia. Szerszeń dalej przyglądał się kartce ze zleceniem, chcąc doszukać się tutaj czegoś więcej, jakiegoś szyfru, ukrytej wiadomości, przesłania, czegokolwiek. Nero zaś usiadł po prawej stronie ogniska i zaczął się gapić w ziemię, zauważył to oczywiście Cloud, który w czasie doprawiania zebranymi wcześniej w lesie ziołami, zerkał od czasu do czasu na swoją drużynę.
- O czym myślisz? – to było pewne, że na moment Giotto stracił czujność, przez co wywołał ciekawość, chociażby tą minimalną, u swojego kumpla.
- O nim… - mag podparł łokieć i część przedramienia swoim kolanem, wracając tym samym do ogarniania rzeczywistości, a raczej myślenia o zleceniu. Po kolejnej chwili ciszy, Strife w końcu przygotował kije na rożen i zaczął piec dzika na dużym ogniu.
- Czyli mamy jakieś pół godziny w dupę. – stwierdził mag ciała niebieskiego i rzucił małym kamykiem w maga lodu.
- Co jest? – spytał zaskoczony tym „atakiem” Szerszeń.
- Odłóż to i powiedz kto według Ciebie weźmie udział w tym turnieju, jeśli się dostaniemy. – tego chłopak był ciekawy, bowiem mag lodu gdy coś obstawiał to często miał racje, toteż był w miarę wiarygodnym wróżbitą, o ile tak można nazwać zwyczajne szczęście do zgadywania.
- Hmmm, jeśli byłbym mistrzem gildii, to na pewno nie brałbym pizd. To logiczne. Kozaka rozpoznam po wyglądzie i zapachu. Pierwszym wyborem na pewno będzie Shadow. Prawdę mówiąc, w pojedynkę mógłby wygrać, gdyby… - w tym momencie Giotto spojrzał na niego wyraźnie zdenerwowany, co nie było częstym zjawiskiem.
- Zamknij się! – mag lodu nie czuł się urażony tą odpowiedzią, w gruncie rzeczy takiej się spodziewał, swoje powody miał.
- Masz rację, omerta… – westchnął lekko i skinął głową w stronę czarnowłosego, na co ten odparł równie głośnym odetchnięciem. – Kontynuując… poza Shadem widzę też w turnieju Darkera w końcu ranga S do czegoś zobowiązuje. Przekonać go będzie łatwo, więc tym nie musimy się martwić. Nasza dwójka ma również pewne miejsca, więc już cztery osoby. Tak w ogóle, to ile bierze udział? – spytał blondyna.
- W tamtym roku po szesnaście osób wystawili Lamia Scale i Sabertooth, zasad nie zmieniają już od kilku lat, więc w tym roku wydaje mi się, że będzie podobnie. – odrzekł Chmurek.
- Więc poza nami załapie się jeszcze Vince z wiadomych powodów. Do tego Kazuyuki ze swoją specjalną magią i Sheena, wczoraj przekonałeś się dlaczego właśnie ona. – zaśmiał się delikatnie. – Nie może zabraknąć Silvy, w końcu też ma rangę S i ma bardzo przydatną magię. Jeśli ona, to również Shinrai, w końcu najsilniejszy damski tag team musi się pojawić na turnieju. – przeszkodził mu mamroczący coś Darker, którego słowa dało się zrozumieć.
- Wszyscy przyjdą dla cycków tych panienek. – w tym momencie Cloud i Szerszeń, a nawet Shad zaczęli się śmiać, Hei umiał wejść dobrze w rozmowę.
- Jestem pewien, że mistrzu przygotuje paniom jakieś „specjalne stroje”, chujowo będzie wtedy ze skupieniem. – chłopacy na to stwierdzenie Strife potakiwali, no bo co jakieś turnieje czy imprezy, na których mają się pokazać innym, to dziewczyny z gildii robią za jedną z największych sensacji, zwłaszcza wśród facetów.
- Ale wracając do składów. Dastan i Sabrac też się załapią.
- Catherine. – dodał pewnie Shadow po kilkusekundowej ciszy.
- Racja. Gracias Caballero. – uśmiechnął się delikatnie Szerszeń i chwilę się jeszcze zastanawiał. - Na pozostałych nie mam pomysłu… - skończył i spojrzał na Darkera, który o dziwo rzucił w ich stronę trzy butelki piwa, po jednej dla każdego.
- Jak ty to kurwa robisz? Weź mi milion baksów z dupy wytrzaśnij. – dodał Cloud, który z uśmiechem przyzwał swój fusion sword. Blondasek zdjął wieprzka z rożna i pociął go na kilka kawałków. Następnie wyciął z jakiegoś drzewa coś na wzór talerzy i ponakładał wszystkim kupę mięcha. Nawet Hei zbudził się ze snu zimowego. I tak oto zrobili sobie po trzydziestu minutach ucztę, ładnie doprawione mięsko, piwko jak to faceci i dobra atmosfera, tylko dup brakuje.
- W takich chwilach jak ta, brakuję mi gildii. Z taką ilością dup smakowałoby jeszcze lepiej. – powiedział Szerszeń, a Chmurek jak zwykle potakiwał na wszystko co mówił.
- Dobrze smakuje i bez nich… - odparł Shadow, który w trakcie konsumowania mięsa, przeglądał zlecenie.
- Ale gdyby jednak taka Shi, albo taka Cat zajmowałyby się tobą, to nie miałbyś nic przeciwko. Poczekaj, jak to było? „Kochanie, postawisz mi drinka?”- Cloud zaczął bardzo dużo mrugać, próbował nawet zmienić głos na kuszący, trochę przypominający kobietę. Szerszeń lekko zachichotał, a Darker udawał, że nic nie słyszy. Giotto również przemilczał ten komentarz, można było odczuć nawet wrażenie, że czuje się trochę zawstydzony, co po bliższym przyjrzeniu się, można było poznać.
- Dobra, żryjcie to i idziemy komuś spuścić wpierdol. – odezwał się po dłuższej chwili Hei, który swoje już wszamał i nawet piwo wypił. Pozostali członkowie Fortune pospiesznie dokończyli swoje jedzenie i gdy już dopili trunek, zgasili ognisko oraz posprzątali po sobie. Miejsce pozostało nienaruszone, tak więc czas udać się do góry Hakobe. Teraz magowie narzucili szybsze tempo, bowiem po kilkunastu minutach wędrówki wkroczyli w zimny, górzysty teren, tak więc chcieli udać się jak najszybciej to serca góry, która była celem ich zadania. W trakcie biegu zdążyli wymienić ze sobą kilka słów.
- Wracając do rozmowy o kamieniu. Co gość mógł robić w taką piździawę tutaj? Zwiedzać to raczej nie ma co. – mruknął Cloud i zerknął na pozostałych członków Fortune.
- Słyszałem, że żyje tu pewien pustelnik mag, który należał kiedyś do Quatro Cerberus. – wyrwał się Szerszeń.
- W takim razie skopiemy mu dupsko. – odparł Strife i zwinął rękę w pięść. Byli coraz bliżej miejsca, które było celem ich podróży, więc postanowili jeszcze bardziej przyspieszyć. Gdy już dobiegli na miejsce, stopniowo zwalniali, aż w końcu się zatrzymali, widząc ogromne wejście do jaskini w środku góry. Po chwili namysłu postanowili wejść do środka. Było spokojnie, lodowe ściany góry nie pozwalały na dojście chłodnego powietrza, dzięki czemu było tu dużo cieplej niż na zewnątrz. Krystalicznie czyste sklepienie szczytu bardzo przykuwało uwagę i parę razy chłopakom udało się tam zerknąć.
- Nic tu nie ma. – stwierdził spokojnie Szerszeń i rozglądał się.
- Jestem pewien, że… - w tym momencie przez ramię Clouda przeleciał nóż, a tuż za nim leciały kolejne cztery. Chłopak odskoczył na bok i powitała go kolejna dawka ostrzy, którym również jakimś cudem zdążył uciec. Zrobił to z pomocą Meteora, który wzniósł go do góry. Następnie zostali kolejno zaatakowani przez tego typu broń Darker, Szerszeń i Shadow. Mag iluzji sprawnie unikał wszystkich ostrzy, Szerszeń kontrował lodowymi pociskami, a Giotto po prostu stał w miejscu. Nie dostawał jednak nożami, bowiem w odległości jakiegoś metra od niego broń odbijała się i lądowała zniszczona na ziemi. Wzrokiem szukał napastnika, który próbuje ich załatwić.
- Tam jest! – krzyknął Szerszeń, który natychmiast w stronę wędrującego z dużą prędkością cienia posłał lodową lance. Cloud błyskawicznie podleciał z pomocą swojej magii do gościa w beżowym płaszczu z zabandażowaną głową. Wymienili kilka ciosów z efektem remisowym, bowiem gdy Chmurzasty uchylił się od jednej z pięści, mag odbił się od krystalicznie czystej ściany jaskini, poszybował w stronę Szerszenia, który w tym momencie strzelił go kilkoma lodowymi pociskami. Lot przerwał jednak Darker, który powitał gościa pięknym kopnięciem z wyskoku w twarz, przez co ten poleciał do góry, gdzie czekał już na niego Strife. Chciał już uderzyć zaklęciem, jednakże mogłoby one poważnie uszkodzić sklepienie góry, przez co źle by się to dla nich skończyło. Moment zawahania wykorzystał ich przeciwnik, który obrócił się i najpierw kopnął maga ciała niebieskiego w klatkę piersiową, a potem dołożył drugą nogę i odbił się od jego ciała, lecąc tym razem w stronę, stojącego cały czas w bezruchu, Shada. Czarnowłosy podniósł jedną nogę, którą przesunął do góry i stanął bokiem. Zrobił to w momencie ataku przeciwnika podczas jego lądowania, dzięki czemu uniknął ataku w najmniej wymagający sposób. Szybko wykonał pół obrót i kopnął drugą kończyną agenta, a ten poleciał kilka metrów dalej. Facet złapał w pewnej chwili równowagę i wspomagając się dłonią, wyhamował na lodowej posadzce, prostując się szybko. Gdy już Szerszeń miał zamiar podbiec, mężczyzna wystawił otwartą prawą dłoń do przodu i zwrócił się w ich stronę.
- Stop! – wszyscy magowie zatrzymali się, mimo tego, że nie było to działanie żadnego zaklęcia. Zabandażowany przywarł jedną dłoń zwiniętą w pięść, do drugiej otwartej i ukłonił się przeciwnikom. - Nie macie złych zamiarów. – dodał po chwili, a na ziemi wylądował już Cloud, który natychmiast podszedł do tego gościa.
- Nie widać po nas, że jesteśmy ci dobrzy? – warknął w jego stronę.
- Człowieka można poznać tylko w walce. – odpowiedział spokojnie starzec.
- Ja pierdole, prawie jak za komuny. – wtrącił się Szerszeń.
- Wybaczcie ten atak, ale po ostatnim zajściu utrzymuję wszelkie środki ostrożności.
- Jakim zajściu? – spytał blondyn.
- Mój przyjaciel poprosił mnie o przechowanie pewnego przedmiotu, jednakże kilka dni temu został skradziony. – panowie już od pewnego czasu przypuszczali, że kamień, który jest ich celem, nie przypadkiem został tu w środku góry Hakobe.
- Ukradli kamień, prawda? – zwrócił się w jego stronę Darker, a Cloud wyczaił jakieś małe przejście między dwoma ściankami, niewidoczne dla zwyczajnych oczu, bowiem lustra, które wytworzyły się z kryształów powodowały swego rodzaju iluzję optyczną. Natychmiast poszedł je sprawdzić, słuchając dalej tłumaczenia starszego mężczyzny.
- Tak, dokładniej magiczny kamień. – najwidoczniej Fortune wzbudziło już jego zaufanie, bo wyjawił bardzo ważny szczegół tej historii.
- Jesteśmy magami z gildii Fairy Tail i naszym zadaniem jest odnaleźć ten kamień. Poprosił nas o to pan Ismail Cortez, znacie się? – spytał Szerszeń, czytając imię i nazwisko pracodawcy z kartki.
- Tak, to mój stary przyjaciel. Dotychczasowy właściciel artefaktu. – odparł i od razu dodał. – Widzę, że posłuchał mojej rady i zatrudnił kilku magów w celu odnalezienia go, to dobra wiadomość. – zabandażowany wykonał ruch ręką i z dużej ściany raptem zrodziło się przejście, tuż za nim znajdowało się coś w rodzaju pomieszczenia – ognisko, jakieś wyrzeźbione z lodu łóżko i kilka innych niezbędnych do życia przedmiotów. Głową facet wskazał to miejsce, zapraszając tym samym magów do środka.
- W końcu coś się wyjaśni… - wymamrotał Darker i razem z pozostałymi ruszył za magiem. Shadow rozejrzał się i wyczaił, że nie ma przy nich Clouda. Kątem oka zauważył, jak zniknął on gdzieś między ścianami. Natychmiast pognał za nim. Gdy był już w połowie, usłyszał wołanie Strife.
- Chłopaki, chodźcie tu, szybko! – Shadow podbiegł i prześlizgnął się przez szczelinę, a jego zdziwienie, gdy ujrzał to samo co Chmurzasty, było niemniejsze niż właśnie blondaska.
- Za dużo niewiadomych w tej historii… - rzekł cicho pod nosem Giotto i dalej doglądał wielkiej bryły lodu, w której znajdowała się… naga kobieta! Miała białe włosy, a przy sobie tylko i wyłącznie medalion, który znajdował się tuż obok jej prawej dłoni…

Offline

 

#3 2014-07-17 15:21:05

 Shadow

http://i.imgur.com/sg2JZNK.png

10593558
Call me!
Zarejestrowany: 2011-04-22
Posty: 316
Punktów :   10 
Fabularnie: Wolny
Liczba wykonanych misji: 0
Magia: DDS, Fala Uderzeniowa
Multikonta: Revan, Alaude
Klejnoty: 20.000

Re: "New Story" - Fan Fick Fairy Tail

Rozdział IV – Impreza!


Od misji z rodziną Cortez minęły niecałe dwa tygodnie, dzisiejszego dnia miały zostać ogłoszone wyniki eliminacji do turnieju, z których zostaną wyłonione dwie gildie – finaliści. Cała gildia Fairy Tail zebrała się w głównym pomieszczeniu swojej siedziby, nieliczni z członków jeszcze gdzieś wędrowali po pustkowiach wykonując kolejne zadania, praktycznie wszyscy byli już na miejscu i czekali na ogłoszenie wyników. Jak co roku, transmisja odsłonięcia wyników, odbędzie się w Erze, a transmitowana będzie ona na całe Królestwo Fiore, dzięki czemu z pewnością wszyscy o tym usłyszą. Każda gildia wysłała dwuosobowe delegacje do miasta magicznej rady, aby na żywo uczestniczyć w tej gali. Z Fairy Tail zostali wybrani Vince oraz Kazuyuki, którzy od kilku dni znajdowali się już w „magicznej stolicy”. Atmosfera w gildii wróżek była iście bojowa, praktycznie wszyscy członkowie organizacji byli pewni, że tym razem to oni zostaną wybrani, w końcu, ciężko na to pracowali. Pojawiały się oczywiście głosy rozsądku i niepewności, ale tak szybko jak wlatywały, drugim uchem wylatywały, pokonane przez przekonanie o wyborze właśnie Fairy Tail. Jednym z tych, który jeszcze nie był pewny zwycięstwa w eliminacjach był Shadow, który prowadził właśnie rozmowę z pozostałymi członkami Fortune.
- W tamtym roku zajęliśmy siódme miejsce, raptem wskoczymy na pierwsze albo na drugie?
- Pamiętaj, że od tamtego czasu w gildii pojawili się Dastan, Catherine i ta… jak ona tam była… - odpowiedział Szerszeń i zaczął drapać się po głowie.
- Nekomi. - wtrącił się Cloud i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Hmm… - Shad przez dłuższą chwilę się zastanawiał.
- Chcesz coś powiedzieć? – spytał mag lodu.
- Może awans nie jest tak daleko… Nekomi wiecznie nie ma, wykonuje misje. Catherine też rzadziej bywa, bo robi dużo zleceń, tylko Dastan się opierdala, ale on to od mycia okien jest tutaj… - chwilę jeszcze coś Shad mówił, ale jak zwykle ktoś mu musiał przeszkodzić.
- Nie zapominaj, że i my w tym roku zaliczyliśmy więcej misji. – szturchnęła go Silva, która widać była bardzo zmotywowana do walki o najwyższe cele.
- Z drugiej strony, pozostałe gildie w tamtym roku były bliżej, więc i one pewnie wzięły się za siebie. – wtrącił się Szerszeń, który zerknął w tym czasie na telewizor. W tym momencie ktoś z początku wykrzyczał.
- UWAGA!!! ZACZYNA SIĘ!!! – w gildii powstało wielkie poruszenie, które natychmiast przerwał Mistrz, wszakże miało teraz nastąpić ogłoszenie wyników, tak też wypadało się skupić. Na wielką scenę weszła jakąś ślicznie ubrana pani, która miała ze sobą kopertę z wynikami. Towarzyszył jej przy ogłaszaniu przewodniczący magicznej rady, Dolor.
- Z pewnością wielu z was jest ciekawych, które w tym roku gildie będą zabawiać nas w tym roku na magicznym turnieju o 1.000.000.000 klejnotów. Przyszedł więc czas na ogłoszenie wyników! – w tym momencie na bankiecie rozległy się oklaski, które po kilku chwilach ustały, dając ponownie głos prowadzącej galę. Ta w tym czasie zdołała otworzyć kopertę i zapoznać się z listą wynikami. – Miejsce dziesiąte zajęła gildia Titan Light z wynikiem 150 wykonanych misji! – w czasie transmisji ktoś z Fairy Tail postanowił się odezwać w siedzibie gildii.
- Ktoś ich w ogóle obstawiał? – w pomieszczeniu zrobiło się raptem głośno, a to za sprawą śmiechu większej części gildii Fairy Tail.
- Zamknij się i daj słuchać… - wtrąciła się Shay, która już chciała za przeproszeniem, jebnąć temu gościowi.
- Dziewiąte miejsce z wynikiem 170 zajęła gildia Quatro Cerberus! Ósme zaś przypadło gildii Blaze Revenge, którzy wykonali 173 misje! – kartka z wynikami została przekazana przewodniczącemu, który miał odczytać kilku kolejnych „przegranych” tego przedsięwzięcia.
- Najsłabsze gildie odpadły, teraz czas na te prawdziwe… - mruknął po cichu Shadow, jednakże wszyscy obok niego zdołali to usłyszeć.
- Na siódmym miejscu mamy gildię Mermaid Heel z wynikiem 180 wykonanych misji! Szóste okupuje gildia Blue Pegasus z wynikiem równo 200 misji! – w całej gildii wszyscy trzymali kciuki, bowiem co raz bliżej było do premiowanych awansem miejsc, a słowo Fairy Tail jeszcze nie padło. – Piąte miejsce przypadło gildii Phantom Lord, którzy przez dwa tygodnie zdołali wykonać 212 misji! Na ostatnim miejscu poza podium znajduje się gildia Sabertooth, która ukończyła 218 zleceń! Teraz czas na trzy najlepsze gildie, z których dwie zmierzą się ze sobą na turnieju! Trzecie miejsce zajęła gildia… - w gildii zapanowała cisza. – RAVEN TAIL z wynikiem 250 misji! – w Fairy Tail wybuchła euforia, wszyscy bez wyjątku się cieszyli, mniej lub bardziej. – O jedną więcej misję ma gildia Fairy Tail, która pojedzie w tym roku na turniej razem z… LAMIA SCALE, która zdeklasowała wszystkie inne gildie i ukończyła aż 400 misji w ciągu dwóch tygodni! – tak szybko jak pojawiło się zadowolenie, teraz pojawiło się niedowierzanie.
- Czterysta? – zadał pytanie retoryczne Szerszeń.
- Rozjebali nas permanentnie. – dodał Cloud.
- Co nie zmienia faktu, że my rozjebiemy ich na turnieju… - odezwał się Shadow, a wszyscy spojrzeli na niego na początku pytającym wzrokiem, z czasem na ich twarzach zawitał mały, zawadiacki uśmiech. Spowrotem wszyscy zerknęli na transmisję gali.
- W tym roku zasady turnieju są trochę zmienione. Lamia Scale i Fairy Tail mają obowiązek wystawić po czternaście osób do turnieju oraz co najmniej jedną osobę rezerwową, bowiem nigdy nie można przewidzieć co się wydarzy. Ponadto, w tym roku walki odbędą się w systemie wygraj bądź przegraj! Co to znaczy? Jeżeli dana osoba, czy też drużyna wygra swoją walkę, to dalej bierze udział w turnieju i może jeszcze tego samego dnia wystąpić w zupełnie innej walce! Wygra ta gildia, która jako pierwsza pokona wszystkich biorących udział członków z gildii przeciwnika! Także czekają nas jeszcze większe emocje niż rok temu! – ponownie w gildii wróżek zawitało niedowierzanie i poniekąd przejęcie się tym wszystkim.
- Pierwszy raz od dawna bierzemy udział i już pod górkę…  - powiedział sam do siebie Cloud, który schował ręce do kieszeni.
- Z drugiej strony, jeśli chcemy wpierdolić Lamia Scale, to nie ma nic lepszego, niż pokonać każdego z nich z osobna… - wtrącił się Shadow i po raz kolejny tego dnia, na twarzy pozostałych pojawił się mały uśmiech. Niemniej jednak, Giotto był specjalny, pełen pewności siebie i ciekawości…
***- Słuchajcie! Udział w turnieju to zaszczyt i jedyna możliwość do skopania tych ważniaków z Lamia Scale! Mam nadzieję, że piętnastka którą wybrałem na turniej pokaże im co to znaczy porządny wpierdol! Zabieram ze sobą na turniej… Fortune, Nekomi, Dastana, Blancę, Seeko, Shay, Shinrai, Catherine, Nollę, Nokę, Kazuyukiego, Vince oraz Yagamiego! - w gildii rozległ się wielki krzyk i euforia, wszakże mistrz wybrał jedną z najlepszych możliwych drużyn, jakie można było stworzyć z członków Fairy Tail. Oczywiście fakt posiadania trzech członków klasy S jest jeszcze większym powodem do bycia dobrej myśli. Każdy z wyczytanej piętnastki skwitował swoją nominację uśmiechem, jakimś mniejszym okrzykiem, a czasami nawet gestem.
- Już się nie mogę doczekać! – wykrzyczała Silva, która kopnęła w stół rozpiżdżając go na kilka części.
- Widzę tu dziesięć osób, Kazu i Vince są na miejscu, gdzie są pozostali? – skierował swoje pytanie Szerszeń do mistrza.
- Nolla, Nekomi i Seeko zostały już poinformowane, dołączą do nas na miejscu. A Yagami miał zadanie specjalne. Przed wyjściem powiedziałem mu żeby oglądał transmisję i że jeśli awansujemy, to będzie jednym z wybranych. Także on również powinien się zjawić. Ale teraz czas na imprezę! – pierwsza część wypowiedzi była skierowana do maga lodu, potem jednak do całej gildii, w której zrobiło się wielkie poruszenie. Wszyscy pobiegli do swoich pokoi i domów, w celu wystrojenia się na zapowiedzianą przez mistrza balangę. Minęło kilka godzin i o 19:00 w gildii byli już praktycznie wszyscy, wystrojeni, wyszykowani, po prostu zajebiści. Członkinie gildii wyglądały jak księżniczki, a członkowie jak prawdziwi mafiosi, nie o ubiór tu jednak chodzi a o zabawę, która wraz z krótką przemową mistrza, się rozpoczęła. Wszyscy zebrani ludzie bawili się w najlepsze, jedni odnaleźli się w tańcu, inni sączyli litrami alkohol urządzając rozmaite konkursy. Na Sali nie było jeszcze jednak kilku wybranych przez mistrza uczestników turnieju, między innymi Catherine i Fortune. Ta pierwsza właśnie zjawiła się w gildii z lekkim opóźnieniem, jednakże warto było na nią czekać. Miała na sobie czarną suknię z wyciętymi plecami i szerokim dekoltem, na który z pewnością panowie zwrócili największą uwagę oraz rozpuszczone, delikatnie kręcone włosy. Dziewczyna pewnym krokiem weszła do siedziby Fairy Tail i od razu skierowała się do stolika przy którym siedziały równie pięknie wystrojone Shinrai i Silva. Ta pierwsza miała na sobie fioletową, obcisłą kieckę z równie głębokim dekoltem, w dodatku na ramiączka, przy czym włosy były upięte gdzieś z tyłu. Silva zaś postawiła na mniej wyzywającą, ciemnozieloną i obcisłą sukienkę, do kostek, z mniejszym, jednakże dalej widocznym wcięciem w okolicach piersi, zrobiła sobie nawet na tą okazję loki.
- Gdzie są chłopcy? – miała na myśli oczywiście Fortune, którego również tu nie było.
- Nie mam pojęcia, nie widziałam ich w ogóle, a co chcesz od nich? – odpowiedziała Shi.
- Chcę z którymś potańczyć, potem upić i zgwałcić. Ale jak coś nie pójdzie, to można zacząć od końca. – zaśmiała się delikatnie Cat i od razu spojrzała w stronę przejścia do akademika.
- Może pora po nich iść? – wszystkie zgodnie powstały i udały się w stronę noclegowni, zabierając przy okazji ze sobą Nokę i Shay, które piły gdzieś w okolicach baru. Nie zdążyły jednak się tam znaleźć, bowiem na zewnątrz w chmurach pojawił się ogromny, świecący herb Fairy Tail, który mienił się złotem. Wszyscy członkowie gildii wybiegli na zewnątrz i patrzyli na to piękne zjawisko. Pod godłem znalazła się mała notka, która informowała Fairy Tail o tym, iż jest to prezent od mieszkańców Magnolii w zamian za ciężką pracę jaką wykonują. Na sam koniec, malowidło zmieniło swój kształt na jeden ogromny napis „POWODZENIA”. Kątem oka Shinrai wypatrzyła Fortune, które znajdowało się na pomniejszym daszku gildii, tuż obok okna pokoju Shada. Darker leżał na dachówkach, Szerszeń opierał się plecami o konstrukcję budynku, Cloud stał z jedną nogą ugiętą na wyższym stopniu i drugą wyprostowaną, a Giotto siedział i podpierał rękę swoim kolanem. Dziewczyny natychmiast po całym pokazie zwróciły się w ich stronę.
- Kończcie te dyskusje i chodźcie się bawić. Nudzimy się bez was! – wykrzyknęła Noka, jednakże tylko Cloud na to zareagował.
- Nie mam na sobie majtek! – dodała od siebie Catherine i momentalnie wszyscy członkowie Czwórki zjawili się na dole. Oczywiście była to zmyłka, ale Deadwalker umiała znaleźć zawsze dobry powód do przekonania kogoś. Wszyscy wrócili już do swojego stolika, ale jako, że nie było dostatecznie dużo miejsc, musieli się w inny sposób pomieścić. W gruncie rzeczy to z powodu Darka, który rozjebał się jak żaba na liściu i sam zajął jedną z trzech kanap jakie mieli do dyspozycji. Tym też tokiem myślenia Shad, Cloud i Szerszeń zajęli miejsce na jednym siedzisku, a dziewczyny jakoś się upchały na drugim, co nie znaczy, że było im tam wygodnie.
- Wypijmy za jutrzejszą wygraną! – Silva wzniosła kufel z piwem, a za nią pozostali, sprawnie opróżnili zawartość pojemnika i byli już gotowi na następne.
- W ogóle, ja nic o was nie wiem. Moglibyście coś powiedzieć o sobie? – wtrąciła się wyraźnie zadowolona Noka.
- A co byś chciała wiedzieć? – wtrąciła się Shi.
- Ogólnie coś o was, jak wylądowaliście w gildii, coś o waszej magii, w skrócie jakieś sekreciki. – zaśmiała się białowłosa i od razu otrzymała odpowiedź ze strony Clouda.
- Ja jestem zajebisty. – dziewczyny zżaliły go wzrokiem, a on pewien siebie na nie patrzył.
- Zaraz będziesz inwalidą, jak nie weźmiesz tego na poważnie… - warknęła Silva, która najwidoczniej chciała zabrać głos. – Ja jestem Blanca Crimson, ale możesz mi mówić Silva. Posługuję się podmianą zbroi i broni, dzięki czemu mam zajebiście dużo do powiedzenia. W gildii jestem już dość długo, bo od dziecka, mistrz mnie tu zaprosił. – uśmiechnęła się lekko, a Noka przeniosła swój wzrok na Shinrai.
- Shinrai, ale mów mi Shi. Jestem iluzjonistką i jestem z tego bardzo dumna. Lubię jak każda kobieta kwiatki i denerwować facetów, w końcu to pluskwy. – spojrzała na Fortune. – No może z małymi wyjątkami.  – nazwiska biała nie chciała poznać, bowiem założyła z góry, że skoro teraz nie powiedziała, to pewnie nie chce się nim chwalić. Dziwne. Następny głos zabrał Szerszeń.
- Jestem Szerszeń, to Ci wystarczy. – po swojej pięknej przemowie dostał od razu w łeb od Shay, bowiem to było bardzo niegrzeczne, co teraz powiedział.
- Jestem Sheena, wystarczy Shay. W gildii jestem już od roku i kontroluję błyskawice. Nie lubię magów lodu, ale za to słonecznik jest mniam. – tuż po niej postanowiła się odezwać Catherine.
- A ja mam na imię Catherine i lubię ostry seks. Uwielbiam wszystko co śliczne i słodkie, zwłaszcza dzieci. Swoją drogą, chcę mieć ich z dziesięć z Shadusiem. – w tym momencie chłopak wypluł piwo, które popijał sobie od pewnego czasu i zadławił się nim.
- Że co? – chłopak spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- No już dobrze, piętnaście. – chłopak miał już zamiar coś powiedzieć, ale skwitował to tylko westchnięciem symbolizującym zmęczenie, wolał po prostu odpuścić, bo ona i tak wie swoje.
- Jesteście naprawdę zabawni, ale dalej nic nie wiem o nich. – Noka wskazała na Fortune.
- Jako, że jestem tu najdłużej, to Ci powiem co o nich wiem. Ten tu blondasek to Cloud Strife, mag ciała niebieskiego, przybył do gildii niedługo po mnie. Dobrze walczy mieczem i jest jednym z najbardziej zaufanych ludzi mistrza. Ten śpiący to Hei, ale wszyscy mówią na niego Darker. Jest iluzjonistą jak ja i wiecznie śpi, albo wpierdala sernik. Potem jest Szerszeń, mag lodu, raper i alkoholik. Piekielnie szybki alkoholik… No i na samym końcu nasz Giotto Nero, znany jako Shadow. Jest magiem fali uderzeniowej, magiem klasy S, najbardziej wtajemniczonym i zaufanym członkiem gildii, przybył tu kilka lat temu razem z Hei’em i został zwerbowany przez samego mistrza, na start uzyskując już klasę S. – skończyła swą litanię Shinrai i od razu wzięła się za nawilżenie gardła smakowym piwem.
- Jestem jeszcze ja! – w tym momencie Nokę złapał ktoś za rękę, jak się okazało był to Shuusuke, którzy przybył przy blasku swojej „niezajebistości”. – Jestem najmroczniejszym magiem tutaj i… - nie zdążył dokończyć, a już przerwał mu Cloud.
- I nawet nie wykonujesz misji, tylko myjesz okna. – brunet po raz kolejny zamknął się w sobie i opuścił towarzystwo.
- Miło mi was wszystkich poznać, mam nadzieję, że wygramy ten turniej. – uśmiechnęła się promiennie, a Chmurzasty postanowił zaprosić ją do tańca, na co dziewczyna oczywiście się zgodziła. Za nimi powędrowali Szerszeń z Catherine, która chciała się trochę rozruszać po tych kilkudziesięciu minutach dyskusji. Shay dalej alkoholizowała się, zagryzając pestkami słonecznika, a Shi, Shad i Silva dalej prowadzili „żywą” dyskusję.
- Shadow, powiedz, z kim byś chciał się zmierzyć na turnieju? – spytała wyraźnie zaciekawiona białowłosa.
- Hmmm… Drake… - dziewczyna nie była wcale zaskoczona tą odpowiedzią.
- W sumie mogłam się spodziewać, najlepszy kontra najlepszy. Masz szczęście, że nie powiedziałeś żadnej damulki z Lamii, bo bym Ci musiała to delikatnie wyperswadować dzisiejszej nocy.
- A ty Dark, z kim? – wtrąciła się tym razem Silva.
- Nie obchodzi mnie to… - wymamrotał i obrócił się przodem do oparcia kanapy, żeby nie patrzeć na tych ulungów.
- A ty Blanca, komu chcesz przetrzepać skórę? – spytała Shi.
- Chętnie nakopałabym Ramirezowi, wkurza mnie. – warknęła i to samo pytanie skierowała do swojej partnerki z drużyny.
- Hmmm, Alexandra albo Giulietta, chciałabym się zmierzyć z którąś z nich. – po krótkiej rozmowie do stolika wrócili już nasi tancerze, którzy postanowili doładować na chwilę akumulatory. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Cloud i Szerszeń w ogóle balowali, bo prawdę mówiąc Shad pierwszy raz widział ich takich. Nawet nie przeszkadzał mu fakt, że Catherine rozwaliła się na jego kolanach, ona już tak miała, zwłaszcza jak trochę wypiła, więc chłopak starał się ignorować fakt, że się kleiła do niego.
- Chyba pora kończyć zabawę, bo widzę, że parę osób już wymięka. – Dark jak zwykle na zgonie, znaczy się on po prostu spał i nawet nie było jak się w Jigglypuffa pobawić, bo nie dałby sobie pomalować twarzy markerem. Noka źle się czuła i kręciło jej się w głowie, toteż Cloud postanowił ją odstawić do pokoju. Szerszeń postawił na freestyle, którym cisnął po jednym z członków Fairy Tail. Na majku chłopak nie miał sobie równych. Shay już powoli zaczęła się rozluźniać, ale nawet to nie zmieniło jej stoickiego spokoju. Shinrai już powoli zaczynała bredzić, co objawiło się jej głupimi tekstami i tym, że tworzyła różne iluzje erotyczne w głowach członków Fairy Tail, z czego czerpała ogromną przyjemność. Silva zaś powoli zbliżała się do tego stanu, w którym rozpierdala wszystko wokół, łącznie z atmosferą, więc lepiej było położyć się już lulu. Powoli każdy poszedł w swoją stronę, jednakże jak zwykle wypadło na Shada, że musi przenocować wszystkie najebane w trzy dupy dziewczyny, bowiem wszystkie mieszkały gdzieś na obrzeżach miasta, skąd daleko do gildii. Nie wiadomo jak to się w ogóle stało, no ale nie zmienia to faktu, że Shinrai, Catherine i Silva rozjebały się na jego łóżku, a on musiał się zadowolić kanapą. Całe szczęście chociaż, że pomogli mu je tu przenieść, bo jakby miał się sam z nimi użerać, to by był nie mały problem. Fakt, że wszyscy poszli już spać pozwolił na to, aby Fortune ponownie spotkało się na dachu, tuż obok otwartego okna Shada. Na ich nieszczęście, całą rozmowę podsłuchała Shinrai, która obudziła się kilka chwil wcześniej.
- Nie wydaje wam się, że to dziwne… - mruknął Shadow.
- Taa, jedną misją wygraliśmy z Raven Tail. To aż samo się prosi o skomentowanie… - odparł Cloud.
- To nie przypadek. – wtrącił się Szerszeń.
- Wiemy co Raven Tail ma wspólnego z Shadem… myślę, że coś planują… - dodał ponownie Chmurzasty, a pozostali członkowie Czwórki potakiwali mu.
- Nie mamy wyboru, musimy sobie poradzić bez ciebie. Mistrz już zapewne Ci powiedział, prawda? – skierował pytanie w stronę Shada Szerszeń.
- Tak, sam poprosiłem go o to, żeby umieścił mnie na rezerwie… - słysząc to, Shi nie wierzyła w to co słyszy. Najwidoczniej gildia skrywała więcej sekretów, aniżeli przeszłość mistrzów, czy też co po niektórych członków.
- Yagami miał się dowiedzieć paru rzeczy… na miejscu rozwiążemy tą sprawę… - odparł Shadow, który zauważył dopiero teraz otwarte okno. Gestem ręki dał znać, że to koniec narady, a członkowie Fortune rozpłynęli się w powietrzu, Giotto zaś wrócił do środka i od razu zauważył do, że Shinrai nie śpi, mimo faktu bycia odwróconą plecami do niego. Chłopak najpierw zapalił lampkę, a potem opróżnił całkiem sporą ilość butelki wody.
- Czemu nie śpisz? – spytał beznamiętnie.
- Obudziłam się przed chwilą… chciałam się czegoś napić… - powiedziała, udając skacowaną. W tym czasie chłopak podszedł do niej i dał jej butelkę wody, z której sam przed chwilą pił.
- Idź spać, jutro ważny dzień, liczymy na ciebie… - chłopak uśmiechnął się nieszczerze i celowo unikał tematu, o którym rozmawiał chwilę wcześniej z przyjaciółmi. Nie obchodziło go to co usłyszała, jednakże lepiej dla niej jeśli tego nikomu nie powie. To jednoznacznie można było wyczytać z jego oczu. Chłopak zgasił światło, zdjął koszulę i wrócił na kanapę, po czym udał się do krainy snów. Po chwili to samo uczyniła Shi, która jednak przez pewien czas jeszcze myślała o tym co usłyszała dzisiejszej nocy…

*** Soundtrack do części opowiadania.

Offline

 

#4 2014-07-17 15:21:24

 Shadow

http://i.imgur.com/sg2JZNK.png

10593558
Call me!
Zarejestrowany: 2011-04-22
Posty: 316
Punktów :   10 
Fabularnie: Wolny
Liczba wykonanych misji: 0
Magia: DDS, Fala Uderzeniowa
Multikonta: Revan, Alaude
Klejnoty: 20.000

Re: "New Story" - Fan Fick Fairy Tail

Rozdział V – Turniej Czas Zacząć


Po wczorajszej imprezie wszyscy byli na kacu, mimo tego, że miał się rozpocząć turniej o niebagatelną kwotę 1.000.000.000 klejnotów do użytku własnego. Całe szczęście, Fairy Tail posiadało w swoich szeregach kilku bardzo przydatnych magów w takich sytuacjach. Mowa tu oczywiście o Shinrai i Szerszeniu. Ta pierwsza kontrolując krew wypłukała z niej wszystkie promile alkoholu, a mag lodu nawodnił ciała wszystkich, którzy poddali się tej kuracji, dzięki czemu wyglądali tak jakby wczoraj wcale nic się nie działo. Cała wybrana dziesiątka już o 12:00 była gotowa do wymarszu, mimo tego, że rozpoczęcie turnieju zaplanowane jest na 18:00 i ma się odbyć tylko jedna walka dzisiejszego dnia. To idealna pora, aby trochę powęszyć w Erze i ewentualnie rozgościć się w hotelu, w którym spędzą najbliższe kilka dni. Wszyscy członkowie Fairy Tail stali przy wyjściu z gildii, życząc powodzenia swoim reprezentantom. Na koniec musiała się wychylić oczywiście Silva, która stanęła między reprezentacją Fairy Tail, a pozostałymi osobami z gildii i zwróciła się głośno w ich stronę.
- Dzwońcie po tych gości, którzy mają nam zrobić basen, jak wrócę, ma tu być jeszcze sauna i jacuzzi, zrozumiano?! My wygramy, a więc wy też się postarajcie! – można powiedzieć, że warknęła, bowiem ton był wyraźnie rozkazujący, po swojej krótkiej przemowie Blanca dołączyła do pozostałych reprezentantów i od razu została zaczepiona przez Szerszenia.
- Odważna deklaracja, jeśli przegramy, to będzie twoja wina. – puścił jej oczko, chcąc wyraźnie wyprowadzić ją z równowagi, ta jednak o dziwo przyjęła to ze spokojem .
- Wierzę w mój zespół. – widać, że dziewczyna poważnie traktuje ten turniej, no bo kto by nie chciał wygrać tyle szmalu, prawda? Drużyna zjawiła się na stacji kolejowej w Magnolii, skąd pojechała pociągiem do Ery. Podróż zajęła niecałe dwie godziny, przez wzgląd na to, że koleje we Fiore, to nie polskie PKP i nie trzeba czekać do soboty na czwartkowy pociąg. Wszyscy opuścili środek transportu i na dworcu zostali odebrani przez Vince i Kazuyukiego, którzy byli tu już troszkę wcześniej.
- Jak sytuacja? – spytał mistrz gildii.
- Lamia jeszcze nie przybyła, mamy jednak też inny problem… - mruknął cicho Kazuyuki, chcąc prosić na słówko lidera Fairy Tail. Po krótkiej rozmowie dziadek był wyraźnie zaniepokojony, jednakże tylko Ci, którzy obserwowali go cały ten czas mogli to zauważyć, bowiem od razu zmienił wyraz twarzy, nie chcąc niepokoić członków swojej gildii.
- Dobra słuchajcie, nasz hotel jest dziesięć minut stąd piechotą, tak też im szybciej się tam dostaniemy, tym więcej czasu macie na zwiedzanie Ery. Jest godzina 14:40, a więc zróbmy tak, aby do 17:00 być w komplecie w hotelu. – wszyscy zgodnie udali się w stronę noclegowni, a potem poszli zabalować na miasto. Silva, Catherine i Shi jak to kobiety, poszły od razu do sklepów z ciuchami, Noka zabrała Clouda na jakieś jedzonko, Shay w pojedynkę poszła skosztować tutejszy słonecznik, Darker z Szerszeniem udali się zaś do najlepszej cukierni na wschód od Pecos. Vince z Kazuyukim zostali w swoim pokoju. Dastan również został na terenie hotelu, z tym, że on poszedł go zwiedzać i przy okazji podrywać jakieś panienki. Na samym końcu był Shad, który został zaproszony na rozmowę do mistrza. Chłopak wiedział doskonale co się święci, jednak dla własnego dobra wolał się upewnić. Lider Fairy Tail zamknął drzwi swojego pokoju na klucz i zaczął wyjaśniać co się tu dzieje.
- Rozmawialiśmy już o tym, że zostaniesz na rezerwie, dla twojego bezpieczeństwa. – wymamrotał dziad.
- Przyjmuję to do wiadomości… ale to już wiem, więc w jakim celu mnie wezwałeś?
- Słuchaj uważnie. Kazu i Vince nie zostali wybrani przypadkiem na naszą delegację, zapewne wiesz z jakiego powodu.
- Mieli węszyć, prawda? – odpowiedział Shad.
- To nasz najlepszy oddział infiltracyjny. Przez te kilka dni dowiedzieli się paru istotnych rzeczy. – Giotto zajął w tym czasie miejsce przy stole.
- Czego konkretnie? – spytał Nero, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Zacznijmy może od najistotniejszej wiadomości. Raven Tail jest tutaj…
- Spodziewałem się tego… - odparł mag, wzdychając lekko.
- Zapewne, znowu przyszli po ciebie, dlatego umieściłem Cię na ławce. Nie może się powtórzyć sytuacja sprzed roku.
- To nic nie zmienia… w tamtym roku przegrali, w tym również nie dam im wygrać, nie mają ze mną szans…
- Skąd możesz to wiedzieć? Minął rok od tego incydentu, Raven Tail wywnioskowało zapewne wiele rzeczy z ostatniej porażki, na dodatek wiedzą co zrobić, abyś stracił nad sobą kontrolę. Zakładam, że tym razem przygotowali dużo lepszy plan, który może się powieść. Co zrobisz gdy zapędzą Cię w ślepą uliczkę?  - Shad został wyprowadzony z równowagi, co zaowocowało uderzeniem pięścią w stół i powstaniem.
- Nie przegram… do tej pory radziłem sobie ze wszystkimi, tym razem nie będzie inaczej… - chłopak odwrócił się i wyszedł z pomieszczenia, trzaskając drzwiami na pożegnanie.
- Mały… kiedy w końcu zrozumiesz, że nigdy nie jesteś sam? – mruknął sam do siebie mistrz i usiadł na krześle, kończąc wcześniej przygotowaną herbatę. Tymczasem zbliżała się godzina 17:00, prawie wszyscy członkowie drużyny Fairy Tail byli już obecni, nie było tylko Yagamiego, Nolli oraz Seeko.  Na miejscu zjawiła się zaś Nekomi, która zdążyła już zapoznać się z Noką oraz otrzymać instrukcje co do każdej osoby. Mistrz jednak niezbyt przejmował się tym, że kilka osób jeszcze nie dotarło, najwidoczniej przewidział to i poinformował władzę turnieju o tym, że wystąpią na razie w okrojonym składzie. Tak czy siak dziś tylko jedna walka. Fairy Tail spotkało się w holu hotelu, skąd mieli bezpośrednio udać się na arenę nieopodal. Cała trzynastka pojawiła się na dole i od razu można było dostrzec zaangażowanie oraz pewność siebie tej formacji.
- Jest i nasz transport, wskakujcie. – rzekł mistrz, widząc nadjeżdżającą sporą karetę, zaprzęganą kilkoma końmi. Drużyna zajęła odpowiednie miejsca i już po chwili byli w drodze na arenę. W czasie przejażdżki dużo ze sobą rozmawiali, najwidoczniej chcieli się odciąć od tego całego stresu przedturniejowego.
- Mam ochotę na maaaasaż. – mruknęła Cat, szukając wzrokiem jakiegoś chętnego do wymasowania jej pleców.
- A ja na karkówkę z grilla. – rozmarzył się również Cloud, któremu aż ślinka ciekła na myśl o tak pysznym mięsku.
- Weźcie nic nie mówcie… od rana nic zjeść nie mogłam… - wtrąciła się Shi, która najwidoczniej najbardziej przejmowała się całym tym turniejem.
- To nowa epoka, ja pochodzę z poprzedniej. – odezwał się również drugi członek Fortune – Szerszeń.
- Hę? – Silva spojrzała na niego jak na idiotę, jednakże czteroosobowa drużyna Fairy Tail zgodnie pokiwała głową, zgadzając się z magiem lodu.
- To co z tym masażem? – ruda ewidentnie kleiła się do Shada, który jednak miał na razie wyjebane na wszystko tak jak Irlandia na Polskę.
- W ogóle, mam nadzieję mistrzu, że przygotowałeś nam jakieś super-wyjebiste stroje, hm? – zwróciła się w jego stronę Nekomi, a dziadek skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- O to się nie martwcie, nic ich nie przebije. – uśmiechnął się szczerze, a drużynie jakoś niezbyt zbierało się na uśmiech.
- Znając jego wyczucie dostaniemy albo jakieś perwersyjne, albo jakieś staroświeckie. – na samą myśl o tym, dziewczynom aż przeszły dreszcze. Kareta zaczęła zwalniać, aż w końcu się zatrzymała. Dotarli na miejsce. Opuścili pojazd i skierowali się w stronę głównego wejścia. Od razu zagrodzili im drogę dziennikarze, którzy zaczęli cykać fotki oraz nieproszeni zadawać pytania wszystkim członkom gildii. Darker natychmiast wytworzył czarną mgłę i już po kilku sekundach byli w środku, oszczędzając sobie kłopotliwych dyskusji. Fairy Tail weszło do szatni, a w środku czekała na nich Seeko.
- W końcu jesteście! Wasze stroje leżą tutaj, każdy jest podpisany dla kogo to, zrobił je sam Armani, więc jest dobrze, mistrz tym razem się postarał. – uśmiechnęła się niewinnie w stronę lidera Fairy Tail.
- Co znaczy „tym razem”!? – każdy wziął swój strój i poszedł do przebieralni, było wystarczająco dużo miejsc aby to zrobić szybko i sprawnie. Pierwszy wyszedł Szerszeń, który miał na sobie ciemno-czerwony jednoczęściowy strój i czarny tytanowy napierśnik, z tyłu zaś miał bardzo szeroki miecz. Tytanowe płytki zasłaniały również jego przedramienia i kończyły się jako rękawice, ucinające się gdzieś na początku palców. Następna pojawiła się Silva, która otrzymała bordową suknię, z rozcięciem w okolicach uda. Do tego ciemniejszego koloru zakolanówki i opaski pokrywające nadgarstki i część przedramion. Kolejny pojawił się Shadow, który miał na sobie tylko czarne spodnie, z ognistym motywem ciągnącym się od nogawek, aż do kolan. Ogień sam w sobie był biały i miał złotą obwódkę. Ubiór kończyły czarne rękawice, pokrywające całe jego przedramiona. Po kilku chwilach wyszedł również Darker, który był w czarnym płaszczu oraz tego samego koloru spodniach. Posiadał również białą maskę, z różnymi fioletowymi wcięciami. Kazuyuki wyglądał zaś jak prawdziwy ninja-masakrator, od stóp do głów ubrany w uniform, odkrywający tylko i wyłącznie jego oczy. Pozostałe wszystko było zakryte przez czarno-czerwone spodnie, tego samego koloru górną część stroju oraz czarne rękawice i buty. Kolejna pojawiła się Catherine, która miała na sobie złoty, połyskujący stanik oraz tego samego koloru obcisłe spodnie, które były zawiązane tuż na pośladkami, co nie co można było zobaczyć, jakby ktoś pytał. Vince z kolei został ubrany w czerwono-czarną kurtkę i skórzane spodnie oraz tego samego rodzaju buty, a z tyłu przyczepiony był duży miecz, nierozłączna część wizerunku maga. Cloud zjawił się w klasycznej biało-niebieskiej szacie i czarną koszulą oraz ze swoim fusion swordem u boku. Następna w kolejce była Seeko, która pojawiła się w czarnym, jednoczęściowym, obcisłym stroju z wcięciami w różnych miejscach. Shay zaś ubrana była w pociętą zbroję i miała bandanę na włosach, oraz coś w stylu dużych kozaków koloru fioletowego. Nekomi otrzymała również coś klasycznego, mianowicie ciemnoczerwony płaszcz, z czymś w rodzaju kwiatu w dolnej części. Shinrai zjawiła się zaś w samym staniku, miniówce, jednakże wzięła ze sobą jakiejś okrycie. Przedostatni wyszedł z przebieralni Dastan ubrany w tradycyjny strój taekwondo, z różnymi oznaczeniami. Ostatnia pojawiła się najbardziej zestresowana Noka, która miała na sobie czerwoną koszulę, czarną kamizelkę i tego samego rodzaju rękawice oraz buty. Wszyscy wyglądali bardzo dobrze i prezentowali się jak na prawdziwą gildię przystało. Oczywiście, każdy z członków miał gdzieś wygrawerowany znak gildii na swoim ubraniu, co dobrze komponowało się z różnymi ozdobami na ich ciałach. Wszyscy stanęli w kręgu, a na samym środku mistrz, który rozpoczął krótką przemowę.
- Nie będę wam mówił co macie robić, bowiem doskonale wiecie jak to wygląda. Proszę was tylko o jedno. Dokopcie im tak, aby to nazwę naszej gildii fani skandowali na koniec turnieju! – na trzy poszedł okrzyk Fairy Tail i cała drużyna wyszła z szatni, kierując się bezpośrednio na samą arenę. Idąc korytarzem wszyscy byli bardzo podekscytowani, jednakże większość ukrywała to za beznamiętnym wyrazem twarzy, no może poza Noką, która była bardzo zdenerwowana. Podszedł do niej Cloud, który poklepał ją po główce.
- Mam nadzieję, że damy im popalić. – uśmiechnął się w stronę koleżanki z gildii i stanął koło niej, czekając na otwarcie wrót prowadzących bezpośrednio na pole walki. W końcu po kilku chwilach wyszli. Oślepił ich blask jupiterów i po chwili dostrzegli kilka tysięcy fanów, którzy przybyli zobaczyć właśnie ich w akcji. Niektórzy odmachiwali swoim kibicom, inni zaś dalej skupieni byli samym turnieju. Można śmiało powiedzieć, że wróżki zostały przywitane bardzo dobrze. Wyszli na środek areny, przy którym czekali już Dolor oraz komentator dzisiejszego turnieju – Yoro.
- Oto właśnie drużyna Fairy Tail, tegoroczni debiutanci i pretendenci do zgarnięcia miliarda klejnotów! – nagłośnienie było co najmniej dobre, więc można było komentować to wydarzenie, bez martwienia się o zagłuszanie przez fanów tego widowiska. Chwila krzyków jednak nie trwała zbyt długo, bowiem pojawiły się trzęsienia i błyskawice, które zwiastowały coś złego. Przestraszeni kibice nie wiedzieli co mają robić, jednakże po chwili wstrząsy ustały. Jedna, ogromna błyskawica uderzyła w środek pola walki i po kilku chwilach wyłoniło się z niej kilkanaście postaci, konkretnie pojawiło się czternaście konturów.
- Czy to możliwe?! CÓŻ ZA WEJŚCIE GILDII LAMIA SCALE! – przez moment wszyscy zebrani byli w szoku. Nagle rozległy się brawa i krzyki kilka razy silniejsze, niż podczas wejścia Fairy Tail, widać było, że syreny mają za sobą również większą część zebranych tutaj fanów.
- Pozoranci… - warknął Cloud, patrząc na jedno z członków Lamia Scale.
- W tym roku mistrzowie wystąpią w następującym składzie! Jeden z dziesięciu świętych magów, a zarazem kapitan drużyny Lamia Scale, DRAKE! Kolejny święty mag gildii Lamia Scale, DRAGO! Warto przypomnieć, że do świętych magów zalicza się również mistrz gildii Lamia Scale, RONALD, który znajduje się na trybunie VIP razem z mistrzem Fairy Tail, LANDO! Ale wróćmy do przedstawiania zawodników obecnych mistrzów. W Lamii wystąpi również Ramirez! Skoro jest Ramirez, nie może również zabraknąć Andreia i Havoca, którzy tworzą niezwyciężoną jak dotąd drużynę Oblivion! Ale…?! Kogo moje oczy widzą?! Przecież to najpiękniejsze trio magów we Fiore! Alexandra, Giulietta i Jessica!!! Męska część widowni nie może oderwać od nich wzroku!!!
- Jak dla mnie, to zwykłe dziwki. Mój tyłek jest lepszy. – ziewnęła niewinnie Catherine, która nie była jakoś specjalnie pod wrażeniem urody tych dziewczyn, wszakże sama mogła się pochwalić większą.
- Niemożliwe! Do składu Lamia Scale powrócił również Maysa, który rok temu z powodu kontuzji nie mógł wystąpić! A więc kolejny mag klasy S z gildii syren pojawi się na placu boju! Skład Lamii uzupełniają Lamar, Avalanche, Marcus i Dirar! Proszę państwa, mamy tu chyba najsilniejszą drużynę od czasów legendarnej formacji Fairy Tail z Natsu, Erzą, Grayem, Laxusem i Gajeelem! – komentator nie mógł się nachwalić osiągnięciami drużyny syren, więc członkowie Fairy Tail w tym czasie chcieli czy nie, musieli wysłuchać całej tej litanii. Po kilku minutach biadolenia, głos otrzymał Dolor, który miał zamiar wyjaśnić podstawowe turniejowe zasady.
- Witajcie na corocznym turnieju o miliard klejnotów! W tym roku zasady są troszeczkę zmienione, o czym informowaliśmy już podczas gali ujawniania wyników! Do rzeczy! Każda gildia musi wystawić 14 członków do walki i powołać co najmniej jedną osobę na rezerwę! Wymieniać członków można tylko i wyłącznie przed losowaniem, bądź wyborem kolejnych uczestników walk. Można wymienić tylko i wyłącznie aktywnych uczestników, Ci którzy przegrali, odpadają i nie ma możliwości kogoś za nich wstawić. Tegoroczną edycję wygra gildia, która pierwsza pokona wszystkich członków drużyny przeciwnej. Walka kończy się wtedy, gdy przeciwnik straci przytomność, podda się, nie będzie zdolny do dalszej walki, lub zginie, ewentualnie zostanie poddany przez samego mistrza, który ma prawo przerwać walkę kosztem walkowera. Mało tego, w tym roku walki nie będą tylko i wyłącznie jeden na jednego, będą walki drużynowe, oraz różne handicapy na przykład dwóch kontra trzech. Większość walk będzie wybierana metodą komputerową, jednakże będą i takie walki, w których kapitan drużyny bądź mistrz, będą mieli prawo wybrać uczestnika, bądź uczestników ze swojej drużyny, którzy będą musieli wziąć udział w tej walce. Oczywiście wiadomo powszechnie, że pomoc z zewnątrz jest zabroniona i jeśli którykolwiek osobnik z gildii przekroczy w trakcie walki linię trybuny, automatycznie wygrywa członek przeciwnej gildii. Opuszczenie areny przez któregokolwiek zawodnika w trakcie jego walki, jest traktowane jako walkower. Wszystkie chwyty dozwolone, tyczy się to samo broni. Jedyne co zabronione, to używanie lacrym. Zasady dokładnie rozpisane są w Regulaminie Ogólnym, z którym każdy uczestnik powinien się zapoznać jeszcze przed przyjazdem. Mam nadzieję, że wszystko jasne. Teraz poproszę do siebie kapitanów drużyn, pozostali niech udadzą się na trybuny zawodników. – do przewodniczącego rady podeszli Drake i Silva, która została mianowana liderką drużyny Fairy Tail podczas tego turnieju. Święty mag natychmiast wyciągnął rękę w stronę Blanci.
- Shadow nie jest kapitanem waszej drużyny? Co mam do czynienia z waszą gildią, za każdym razem mnie zaskakujecie. Zapowiada się bardzo ciekawe widowisko. – Drake jako jeden z nielicznych członków Lamia Scale, przyjaźnił się z kilkoma członkami Fairy Tail, mianowicie z Fortune.
- Mistrz wybrał mnie, bo jestem silniejsza, ładniejsza, mądrzejsza, bardziej wygadana i zdecydowana niż on. Nie powinien dziwić Cię ten wybór. – uśmiechnęła się zadziornie i uścisnęła rękę kapitanowi Lamii.
- Jesteś wygadana, przyznaję. Nie mogę się doczekać, kiedy pokażesz co potrafisz. Niech wygra lepszy. – w tym momencie wtrącił się Dolor, który miał przy sobie małe pudełeczko, w nim czarne kulki, które z kolei zawierały liczbę bądź literę.
- To jest pierwszy etap turnieju. Jeżeli wylosujecie liczbę, komputer wybierze waszego reprezentanta, jeżeli literę, wy będziecie mogli go wybrać. Tyczy się to jak na razie tylko tej walki. Powodzenia. – pierwsza wyciągnęła Silva i wylosowała niestety liczbę. Kapitan Lamii zaś jak na złość dostał literę, dzięki czemu mógł wybrać pierwszego członka walki. Jako, że pierwsza losowała Blanca, to pierwsza również zostanie wylosowana osoba z jej drużyny.
- A teraz prosimy komputer o wylosowanie pierwszego uczestnika walki rundy numer jeden! – na niebie pojawiło się coś w rodzaju magii archiwum, bardzo szybko przesuwały się po niej sylwetki uczestników turnieju z drużyny Fairy Tail.
- Tylko nie ja… - mówił do siebie w myślach Shadow, patrząc z wiarą na niebo. Po kilku chwilach typer zatrzymał się…
- Pierwszą zawodniczką, która wystąpi z drużyny Fairy Tail jest… SHEENA! – brunetka powstała ze swojego siedzenia i pewna siebie zeskoczyła z trybuny, lądując przy samym wejściu. Podeszła kilkadziesiąt kroków dalej do środka i czekała na swojego przeciwnika, którego miał wytypować jej Drake.
- Drago, ty będziesz z nią walczyć. – z cienia wyłoniła się czerwonooka postać owinięta bandażami. Po kilku chwilach pojawił się na dole i wymusił kontakt wzrokowy na Shay, która jednak nie przestraszyła się go, ba! Nawet się uśmiechała lekko.
- Lepiej nie mogliśmy trafić… - uśmiechnął się lekko Szerszeń.
- Taa, Shay to idealna osoba na pierwszą walkę. – odparł Kazuyuki.
- Dlaczego? – spytała Noka, która wyraźnie ekscytowała się pierwszą walką.
- Nie znam zimniejszej suki od niej, co w tym przypadku jest jej atutem. – odezwał się ponownie mag lodu.
- Widzisz, niektóre osoby potrzebują pomocy innych, ewentualnie musi ktoś iść na pierwszy ogień za nie. Shay jest przeciwieństwem takiej osoby. Wszystko zrobi sama, zawsze będzie pierwsza i skopie dupsko każdemu, kto tylko spróbuje poczuć się lepszy od Fairy Tail… - dodał Cloud, pozostali zaś skupili się na tym, co się dzieje na arenie, bowiem zaraz zacznie się pierwsza z turniejowych walk. Tylko Shadow nie oglądał jak na razie niczego, ponieważ siedział gdzieś w kącie, gapiąc się przy okazji w podłogę. Wychwyciła to Silva, która moment wcześniej pojawiła się na trybunie.
- Halo pajacu?! – uderzyła go bardzo niedelikatnie w łepetynę i zaczęła krzyczeć na niego. – Jazda oglądać walkę, bo Ci obie ręce połamię!
- Zamknij się… kłap dziobem komu innemu, ja znam wynik walki… - jak się okazało, obok Shada leżał Darker, który też miał najwidoczniej w dupie całą eminencję.
- Znasz wynik? – spytała zdziwiona członkini Fairy Tail.
- Shay przegra, bo trafiła na najgorszego z możliwych przeciwników dla siebie…
- Ale dlaczego? – chłopak nie zdążył jej odpowiedzieć przez gong, który zasygnalizował rozpoczęcie walki…

Offline

 

#5 2014-07-17 15:21:41

 Shadow

http://i.imgur.com/sg2JZNK.png

10593558
Call me!
Zarejestrowany: 2011-04-22
Posty: 316
Punktów :   10 
Fabularnie: Wolny
Liczba wykonanych misji: 0
Magia: DDS, Fala Uderzeniowa
Multikonta: Revan, Alaude
Klejnoty: 20.000

Re: "New Story" - Fan Fick Fairy Tail

Rozdział VI – Przewaga


Mimo rozpoczęcia pierwszej rundy turnieju, Shay nie zamierzała zaatakować jako pierwsza. Najwidoczniej nie spodziewała się po Drago ani jednej sprytnej techniki, którą będzie mógł ją załatwić, dlatego też wymusi na nim pierwszy ruch, aby go zbadać i zaatakować w najbardziej odpowiednim do tego momencie. Tak jak przewidziała, czerwonooki od razu do niej podbiegł, chcąc zaatakować maga Fairy Tail. Dziewczyna jednak uchyliła się przed jego pięścią i zamierzała wyprowadzić od razu podcięcie, jednakże chłopak podskoczył nad jej nogą i zaatakował swoją z powietrza, kierując ją na twarz będącej w tej chwili w parterze Sheeny. Ta jednak po raz kolejny nie dała się zaskoczyć i wystawiła ręce przed siebie, blokując jednocześnie uderzenie. Zwinnie zrobiła salto w przód i założyła nogi na głowę członka Lamia Scale, uwalając go na glebę.
- Cóż za fenomenalny ruch! Świetna dźwignia w wykonaniu Sheeny! – wykrzyczał zachwycony komentator, widząc jak sprawnie poradziła sobie z pierwszymi atakami członkini Fairy Tail. Dziewczyna w tym czasie co raz bardziej zaciskała nogi i wyginała rękę maga klasy S, dzięki czemu mogła już usłyszeć od niego coś w stylu dyszenia, ewentualnie lekkiego okrzyku bólu. Długo jednak nie mogła utrzymać się w tej pozycji, bowiem Drago wykorzystał okazję zaczerpnięcia oddechu przez Shay i uderzył ją wolną ręką w brzuch, gdy ta na dosłownie chwilę poluźniła uścisk. Drago się wydostał i sprawnym, akrobatycznym ruchem powstał, odsuwając się przy tym kilka metrów do tyłu. Sheena zaś mimo grymasu bólu nie dała po sobie poznać, że cokolwiek odczuła z tego ciosu. Zrobiła obrót do tyłu i w pewnej chwili wyprostowała ręce, momentalnie podnosząc się do pozycji stojącej. Mag Lamia Scale skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Poddaj się, póki jeszcze możesz. – rzekł swoim rozdwojonym głosem, brzmiało to co najmniej strasznie, a dodając do tego powagę jego osoby – idealny materiał na gościa z horroru.
- Zamknij się i walcz. – odpowiedziała równie dosadnie co on i już została powitana kopnięciem w brzuch, po wcześniejszym podbiegnięciu Drago. Znowu nie dała się trafić, bowiem sprawnie odskoczyła w bok, przy okazji wyprowadzając cios swoim kolanem. On również nie pozwolił sobie na zadanie obrażeń i zablokował cios ręką. To nie było jednak wszystko co przygotowała dla niego Shay. Od razu został uderzony w twarz łokciem, który nie wyrządził mu zbyt dużej krzywdy, bowiem został zatrzymany przez rękę maga Lamia Scale. Chłopak złapał ją za ręce, wygiął je do tyłu i odbił się od niej nogami, robiąc przy okazji salto w tył. Było to tak szybkie, że nie dała rady nawet się ruszyć, przez co oberwała tym niewygodnym ciosem. To był jednak błąd Drago, ponieważ w czasie lądowania, Shay przygotowała zaklęcie, które użyła w momencie kontaktu z ziemią czerwonookiego maga.
- Działo Czarnej Błyskawicy Kaliber 120mm! – dziewczyna wyciągnęła ręce do przodu i stojąc w małym rozkroku, wysłała skondensowany promień magicznej energii, sformowany w czarną błyskawicę, prosto w Drago. Członek Lamia Scale został uderzony zaklęciem i powstała niemała eksplozja, która zakończyła się ostrą zadymą. Fala uderzeniowa spowodowała takie zamieszanie, że większość widzów musiała odwrócić wzrok i zasłonić się rękoma, aby piasek nie naleciał im do oczu. Po kilku chwilach było już spokojnie, a z kłębów dymu na środku areny wyłoniła się najpierw Sheena, a potem… Drago! Stał niewzruszony w miejscu, w którym wylądował przed atakiem.
- Od tego momentu Drago będzie niszczyć Shay, aż w końcu dojdzie do tragedii… - powiedział Cloud, a Noka spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
- Shad, co o tym sądzisz? – spytał Szerszeń, patrząc na Giotto, który siedział na ławce, dalej gapiąc się w podłogę.
- Już mówiłem, lepiej to przerwać i oszczędzić jej bólu… - wymamrotał i w tym samym czasie podeszła do niego Catherine.
- Kochanie, nie doceniasz jej. – uśmiechnęła się niewinnie ruda.
- Raczej ty skarbie nie doceniasz Drago… - z zamyślenia chłopak nazwał ją skarbem, co wywołało niemałą kontrowersję na trybunie i szczery uśmiech Cat.
- Załóżmy się o coś. – odpowiedziała, a czarnowłosy spojrzał na nią. – Jeśli wygra Shay, przez jeden dzień będziesz robić co Ci każę, jeśli przegra, ja będę. Wchodzisz w to? – dziewczyna uśmiechnęła się na samą myśl o wygranej.
- Zgadzam się, będę mieć chociaż jeden dzień spokoju… - chłopak odparł małym uśmiechem i powstał z miejsca. Stanął za Cath, opierając się na niej swoim ciałem, podparł również podbródek o jej ramię, a ręce skierował na barierki, chcąc obejrzeć pozostałą część walki.
- Też bym się o coś założył. – wtrącił się Cloud.
- Kto nie ryzykuje, szampana nie pije. – odparł Szerszeń, który na ten moment zrobił sobie skaryfikację jak Popek Monster.
- No to o co się zakładamy? – spytał mag ciała niebieskiego.
- O to kto wystąpi szybciej, ja czy ty. Obstawiam, że ty wyjdziesz szybciej na walkę niż ja. Przegrany stawia obiad. – odpowiedział Hornet.
- Dobra, wchodzę. Ty będziesz pierwszy. – panowie uśmiechnęli się do siebie i wrócili do oglądania walki. Drago stał na samym środku potężnej areny Ery, nie mając ani jednego zadrapania. Dym który unosił się przez dobre kilkadziesiąt sekund w końcu opadł, a sama Shay stała niewzruszona, tak jakby spodziewała się tego, że chłopak nie padnie od jednego ataku członkini Fairy Tail.
- Jesteś pierwszym, którego ten atak nie ruszył. Spodziewałam się tego… -
- Pora kończyć tą walkę. – odparł zdeterminowany czerwonooki i już po niecałej sekundzie znajdował się tuż naprzeciw Sheeny, co było nie małym zaskoczeniem dla wszystkich. Momentalnie zaatakował ją pięścią w brzuch, robiąc przy tym niemały huk, który mógł zwiastować nieciekawe zakończenie walki dla drużyny z Magnolii. Dziewczyna chcąc powstrzymać się od krzyku z bólu, zacisnęła mocno zęby i przygotowała kontrofensywę w postaci atakiem prawym sierpowym w twarz maga Lamia Scale, ten jednak uchylił się szybko przed tym ciosem, przygotowując przy okazji kopnięcie, które zakończyło się na udzie zielonookiej, ta zaś pod jego wpływem, musiała ugiąć nogę w nienaturalny sposób, co przysporzyło jej dodatkowych porcji bólu. Widzowie, którzy bacznie obserwowali całą walkę, mogli odnieść wrażenie, że Drago każdym ciosem przyspiesza swoje ruchy, a zwalnia ruchy debiutantki FT, coś w rodzaju slow motion.
- Coś jest nie tak... – wymamrotała pod nosem Shinrai.
- To specjalna umiejętność Drago. – wtrącił się Szerszeń.
- Co masz przez to na myśli? – dodała białowłosa.
- Będąc boskim zabójca, Drago może absorbować energię zabójców bogów i smoków, a także zwykłe techniki żywiołowe. Każdy z żywiołów potrafi przemienić w jakieś wzmocnienie dla siebie. W tym przypadku elektryczność zadziałała zapewne na jego komórki, które przyspieszają z każdym nowym ruchem, powodując ogólną poprawę metryki jego ciała.
- To dlatego Shay jest wolniejsza… - rzekł Kazuyuki, który cały czas obserwował tylko i wyłącznie członkinię Fairy Tail.
- Między innymi. – zakończył swą wypowiedź Hornet.
- Między innymi? Czyli jest coś jeszcze? – spytała Catherine, która uważnie wysłuchała całą litanię bruneta.
- Tak… Drago gromadzi wszystkie wolne elektrony z atmosfery, jak również te, które znajdują się w orbicie Shay. Mówiąc najprościej jak można, każdym dotknięciem zabiera jej szybkość i przywłaszcza ją sobie, poprawiając tym samym swoją prędkość.
- Co za pokurwiona zdolność… - warknęła Silva, która miała ochotę zejść tam na dół i rozjebać cały asortyment przygotowany przez magiczną radę.
- I najgorsze jest to, że ma jeszcze cztery podobne takie zdolności, powietrza, ziemi, ognia i wody. Do tej pory jednak nie widziałem żadnych poza tą, którą zaprezentował dzisiaj.
- Rozumiem, w takim razie z tym pajacem musi walczyć ktoś, kto nie posiada żadnych magii żywiołowych, ani nie jest zabójcą bogów, czy też smoków. W takim razie walczyć z nim będzie musiał… - zaczęła swój krótki wywód Silva, którzy przerwał jej… DARKER! Stojący tuż za wszystkimi przy barierkach.
- Ja… - część drużyny spojrzała na nieodzywającego się do tej pory maga klasy S.
- Istotnie, ty masz szansę, wystarczy, że pogubi się w twoich iluzjach i przesłonisz mu światło swoim mrokiem. - wtrąciła się Seeko, która na samą myśl o tym pojedynku miała uśmiech na twarzy.
- Nie… pokonam go jego własną bronią… - czarnowłosy odwrócił się i skierował swe kroki w stronę ławeczek, na jednej z nich się położył.
- Nie spisuj na straty Shay! Ona jeszcze tego nie przegrała! – wykrzyczała wkurzona Catherine, którą zablokowało ciało Shada, gdy ta chciała podejść już do maga mroku.
- Mała… skup się na walce, a nie na dyskusji, to ujrzysz to, co chcemy Ci powiedzieć… - mruknął Giotto, który w tym momencie zerkał na przeciwległą lożę Lamia Scale.
- Ale… - słysząc, że dziewczyna po raz kolejny chce się odezwać, przyłożył palec do jej ust, chcąc, aby się uciszyła.
- Jeśli tak w nią ślepo wierzysz, to zacznij jej głośno kibicować… To jej się bardziej przyda, niż ciche kłótnie tutaj, nie sądzisz? – spojrzał na nią dość poważnie, a potem znowu wrócił do wgapiania się w miejsce przesiadywania przeciwniczej gildii. Catherine w tym czasie wymyśliła kilka okrzyków, którymi zagrzewała do boju zabójczynię bogów. Do dopingu dołączyły również Silva, Shinrai, Noka i Seeko. Czasem nawet Dastan próbował coś wykrzyczeć, jednakże decybele kobiecych dźwięków skrzętnie uzyskiwały przewagę nad jednym pomywaczem okiennym.
Tymczasem na arenie działo się bardzo dużo. Kilka ciosów Shay były niczym w porównaniu do setek uderzeń Drago, którymi powoli pozbawiał ją możliwości wygranej. Póki co oboje wzięli przerwę na złapanie oddechu, jednakże widać było po zabójczyni bogów, że to starcie powoli zaczyna ją przerastać.
- Kim ty do cholery jesteś?! – wykrzyczała w jego stronę pełna gniewu i bezsilności.
- Gdy ludzie odkryli jak można uśmiercić bogów, ci w górze postanowili stworzyć kilku ludzi, którzy będą ich chronić tu na ziemi. Posiadam nieograniczone pokłady magiczne oraz zdolności równe bogom! Jestem boskim zabójcą, inaczej bogiem na ziemi! Moim zadaniem jest likwidować tych, którzy sprzeciwiają się moim panom i chcą ich unicestwić, a także tych, którzy nazywają samych siebie zabójcami bogów! Będąc jedną z nich, ci na górze podpisali na ciebie wyrok śmierci, przygotuj się do wiecznej tułaczki swej duszy! – w tej samej chwili, Drago podbiegł do rozgniewanej Shay i zaczął ją okładać ciosami różnej maści. Było ich tak wiele oraz były tak szybkie, że tylko na nieliczne dziewczynie udało się zareagować. Później nie miało już to jednak znaczenia, gdyż nie miała ona nawet siły stać, „pomagały” jej w tym ciosy czerwonookiego, który z sekundy na sekundę starał się co raz szybszy i co raz silniejszy. Część kibiców na arenie odwróciła swój wzrok w innym kierunku, inni zamykali oczy z przerażenia, to już nie była walka, to była masakra! Po kilku minutach tej katorgi, Drago wykopał bezwładne ciało Sheeny, które wbiło się w ścianę areny. Wysłał w jej stronę kilka elektrycznych pocisków, które nie dość, że ją sparaliżowały, to jeszcze zadały jej multum bólu. Powoli podszedł do niech, chcąc aby kule energii elektrycznej dokończyły swego dzieła zniszczenia, jakim było ograniczenie władania ciałem do mowy i poruszania oczyma. Tak też się stało i po chwili dziewczyna jedyne co mogła zrobić, to tylko patrzeć na swojego oprawcę, który wyciągnął ją z wcięcia w skale i trzymając ją za włosy patrzył tym samym pustym wzrokiem, który towarzyszył mu od samego początku wizyty tutaj w Erze.
- Po kimś, kto nazywa się zabójcą bogów spodziewałem się dużo więcej… nie masz prawa nazywać się nawet zabójcą, a co dopiero bogów… Urodziłaś się słaba i zginiesz będąc słaba… Co za żałosny koniec… Pożegnaj się z wszystkimi… Od jutra wszystkim co będziesz widzieć, będzie nicość… - zaczął swój monolog Drago, a bezsilna Shay patrzyła na niego ze spokojem, mimo bólu, który przeszywał jej całe ciało.
- Nigdzie się nie wybieram… - rzekła, a na arenie pojawiły się trzęsienia ziemi, mag Lamia Scale widząc to, puścił szyję Sheeny i odskoczył na kilkanaście metrów, będąc mniej więcej w środku areny. Dziewczyna zaś z trudem podniosła się ziemi i mimo znaczącego bólu, częściowego paraliżu, postanowiła zaatakować ostatnim uderzeniem Drago. Wystawiła obie ręce do góry, zbierając energię piorunów z całego nieba. Bezchmurne niebo zamieniło się w czarną atmosferę, która zaczęła miotać tego samego koloru błyskawicami.
- Jeśli mam przegrać, to tylko przez samą siebie, nikt mnie nie pokona poza mną… - błyskawice zaczęły krążyć w pierścieniu całej areny, otaczając tym samym Shay i Drago.
- Wiedziałem, że nie da się tak łatwo pokonać. – uśmiechnął się lekko Kazuyuki, który najwidoczniej wiedział co dziewczyna przygotowuje.
- KOLOSEUM CZARNEJ BŁYSKAWICY!!! – czarne pioruny, które do tej pory krążyły w kółko wokół magów na arenie, tym razem zaczęły zmniejszać swoje pole i kilka sekund po tym, dziewczyna nie była już w zasięgu tego ataku. Błyskawice ewidentnie zmierzały w kierunku zaskoczonego Drago. Kiedy energia zbliżyła się za blisko do niego, chłopak skoczył wysoko w górę chcąc uniknąć tego ataku. Ku jego zdziwieniu, pierścień wytworzony z czarnych błyskawic powędrował za nim, przyspieszając przy tym i już kilka chwil po uniku, dotknął go… Powstała potężna eksplozja, która na pewno zniszczyłaby całą arenę, gdyby nie fakt, że runiczni rycerze przygotowali odpowiednie zabezpieczenia w postaci magicznych barier. Czarna pierścień zamienił się najpierw w wieżę, a potem w ogromną czarną przestrzeń, która pochłonęła całego Drago, chwilę później wszystko to wybuchło, a ze środka areny było słychać tylko krzyk maga Lamia Scale.
- Jak to się stało? Przecież ona ledwo się ruszała? – spytał zdziwiony Cloud.
- Sam się załatwił… - powiedział Shadow.
- Co masz przez to na myśli? – spojrzał na niego pytającym wzrokiem Strife.
- Drago odbierając elektrony z całego otoczenia, wytworzył takie pole elektrostatyczne, że gdyby teraz była burza, wszystkie pioruny, łącznie z tymi które są w Magnolii, leciałyby w jego stronę. Takiego zastrzyku energii nie wytrzyma nikt, dlatego gdy chciał odrzucić poprzednie elektrony, kosztem tych z techniki Shay, nastąpiło wyładowanie, a co za tym idzie, przez moment był wrażliwy na jakiekolwiek ataki. Resztę domyśl się sam. Pytanie tylko, czy to wystarczy?
- Brawo Shay! – wykrzyczały zadowolone dziewczyny. Dym na arenie opadł, a na rozpierdolonej arenie stała ledwo utrzymująca się na nogach członkini Fairy Tail oraz gdzieś pod stertą gruzu leżał Drago. Gdy sędzia miał już ogłaszać zwycięzcę walki, Sheena padła nieprzytomna na ziemię. Przez moment organizatorzy nie mogli nic zdziałać wobec wyniku i już chcieli ogłaszać remis, gdy nagle ze sterty gruzu wyłonił się cały zabandażowany Drago. Wystawały mu tylko oczy, oraz górna część twarzy. Resztę ciała pokrywały rękawice, podarte spodnie, w ogóle podarty uniform bojowy.
- Ty suko… zabiję Cię! – wykrzyczał wkurwiony mag Lamia Scale i już miał się rzucić na bezbronną brunetkę. Przeszkodził mu jednak w tym… DARKER! Mianowicie wyłonił się z kłębów dymu i stanął między nim, a leżącą kilka metrów dalej Shay.
- Zejdź mi z drogi psie… - czerwonooki najwidoczniej nie wiedział, z kim ma teraz do czynienia. Gdy chłopak próbował minąć czarnowłosego, ten złapał go za prawe ramię.
- Spróbuj ją tknąć… - gdy Dark to powiedział, w jego stronę leciała już pięść, którą zablokowała dłoń… DRAKE!
- To koniec walki Drago, wygrałeś, to nam wystarczy. – w mgnieniu oka walczący chwilę wcześniej mag Lamia Scale spotulniał i odszedł od obu magów, rzucając coś na odchodne.
- Zniszczę was wszystkich… - na te słowa Dark zareagował bardzo spokojnie, z małym uśmiechem na twarzy.
- Każdy tak mówił, dopóki nie natknął się na Fortune… - schował ręce do kieszeni i podszedł do leżącej Shay. Wziął ją na ręce, sędziowie zaś zarządzili wygraną Drago, tym samym brunetka została wyeliminowana z całego turnieju. Boski zabójca w asyście Drake doszedł do loży Lamia Scale, bo sam nie dałby raczej rady. Darker zaś zaniósł nieprzytomną zabójczynię bogów do centrum medycznego tuż obok areny.
- Dlaczego to się musiało tak skończyć! – wykrzyczała zdenerwowana Silva i uderzyła obiema pięściami w balustradę loży.
- Wykonała naprawdę świetną robotę… - stwierdził Shad, a Coldwater chciała już mu jebnąć podwójnego nelsona, jednak się powstrzymała.
- Nie rozumiesz, że ona trafiła do szpitala i może być w ciężkim stanie?! Ale z ciebie debil! Agh!!!! – dziewczyna zaczęła nerwowo krążyć od jednego końca balkonu do drugiego.
- Dzięki temu, że się poświęciła, znamy naturę i limity tego Drago. Teraz musimy liczyć na łut szczęścia, aby trafił na niego ktoś kto będzie umiał to wykorzystać… - dziewczyna westchnęła i usiadła na ławce obok zamyślonej Shi. Wtem, organizatorzy postanowili nadać specjalne ogłoszenie.
- Wobec wydarzeń, które nastąpiły podczas pierwszej walki turnieju i znaczącym zniszczeniu areny, zarządzamy trzydziestominutową przerwę, w celu rekonstrukcji miejsca przyszłych walk. Zapraszamy do sklepów z pamiątkami oraz do zwiedzenia tego koloseum! – ludzie zaczęli wychodzić z trybun, nieliczni zostali na miejscu. Większość za zaleceniem organizatorów poszła pozwiedzać, drużyny jednak obie zostały w swoich lożach. Najwidoczniej nie było czego tu zwiedzać według nich.
- Zastanawiał się ktoś, dlaczego akurat Darker nią zaniósł do szpitala? – spytała Seeko, a stojący obok siebie Shad, Hornet i Cloud spoglądając zrobili „dziubki” ze zdenerwowania i nerwowo odwrócili się w drugą stronę.
- Ty Shad, co sądzisz o tej architekturze? – spytał Cloud wyraźnie próbując wymigać się od odpowiedzi.
- No jak dla mnie, to te balkony są spoko. Jeszcze jakby jakieś sracze zrobili w pobliżu, to po prostu mistrzostwo świata by było.
- Racja, a ta równoległość i prostopadłość ścian, no po prostu magia. – wtrącił się równie nerwowy co oni Szerszeń. Chwilę później Hornet i Giotto poczuli jak ktoś opiera się na ich szyjach. Była to Silva, która miała istnie diaboliczny wyraz twarzy, jakby miała komuś zaraz zrobić pearl harbor z dupy.
- A więc, ponawiamy pytanie. Czemu to Darker ją tam zaniósł? – wyszczerzyła zęby i powiedziała to udając spokojną, jednakże jej mordercze intencje wyczułby nawet ślepy bez węchu.
- Może po prostu ćwiczy biceps, triceps i czwórceps. To w sumie by było logiczne. – wtrącił się Dastan, trzymając się za podbródek. Po chwili dostał prawdziwego low kinga w twarz od Catherine, której do takich żartów się nie spieszyło. Został znokautowany i leżał gdzieś pod ławką. Ruda z kolei po prostu otrzepała ręce z kurzu i czekała na odpowiedź chłopaków.
- Ja pierdole, jaka presja. – westchnął Hornet.
- Mówcie, albo ktoś was będzie musiał zastąpić na tym turnieju. – odezwała się Noka, która najwidoczniej szybko podłapała co znaczy być kobietą w Fairy Tail.
- Cloud powie, bo wygląda na najbardziej zdenerwowanego i zaraz pęknie. – uśmiechnęła się lekko Seeko i podeszła do niego.
- To przez to, że Shad o sraczu wspomniał. Kupę mi się chcę i chyba nie wytrzymam zbyt długo… - był to bardzo wstydliwy temat, którego powinniśmy byli uniknąć, no ale jednak się nawinął.
- Dobra Cloud, w trosce o twoje dobro, ja to zrobię. Bo się jeszcze zesrasz i nieciekawie będzie. – rozpoczął mag lodu. – Darker postanowił trenować Shay. – dziewczyny słysząc to mało co nie zemdlały ze zdziwienia.
- Ale jak to?! Przecież to cep, który tylko śpi! – wykrzyczała Silva, która zaczęła dociskać bardziej do siebie chłopaków, dusząc ich jednocześnie.
- Kiedyś rapu kadet, a dziś jest generałem. Chłopak po prostu ma w tym swój cel i nie powinnyście przeszkadzać. – szykował się następny low king w zęby, jednakże Cath się powstrzymała i postanowiła poradzić na to w inny sposób. Odepchnęła delikatnie Silvę od Shada i zaczęła się do niego przystawiać, zaczęła palcem jeździć po jego szyi, po czym chwyciła ją całą dłonią i przybliżyła jego twarz do siebie.
- Ty nas nie okłamiesz misiu. Mów, albo los Clouda będzie baaardzo nieciekawy… - Shad zerknął na swojego kompana, który leżał na ziemi, trzymając się za brzuch.
- Stary, ratuj mnie… pliz… - widać było w jego oczach łzy. Giotto nie mógł pozwolić na to, aby Chmurzasty musiał przechodzić przez tą mękę i postanowił powiedzieć im wszystko.
- Mistrz zlecił Darkowi trenowanie Shay, oboje mają się czegoś od siebie nauczyć, poza tym, wieść o tym, że tacy jak Drago polując na zabójców bogów, skłoniła mistrza do stworzenia tego duetu. – Cath puściła go, mimo tego, że chciałaby jeszcze trochę tak z nim postać, albo ewentualnie dać mu low kinga w zęby.
- Czyli wiedziała co ją czeka? – spytała Seeko.
- Zgadza się. – wtrącił się Hornet.
- W takim razie, czemu udawała, że nic o nim nie wie?
- Nie wiedzieliśmy na czym dokładnie polega moc Drago i do czego jest zdolny. Dlatego Shay musiała wykorzystać jego arogancję, żeby się zdradził. Teraz wiemy, że jest skłonny zabić nas bez żadnych skrupułów i że jednak jest szansa, aby pokonać go żywiołami. – skończył Shadow.
- Więc po to to całe przedstawienie. – głośno myślała Shi.
- Mistrz chciał mieć pewność, że będziemy przygotowani na wszystko. Dlatego teraz słuchajcie uważnie. Powiemy wam wszystko co wiemy o poszczególnych członkach Lamia Scale. – rzekł Giotto, widząc, że loża Lamii była pusta w tym momencie. Najwidoczniej poszli coś omówić i to samo zrobią magowie Fairy Tail.
- A gdzie Cloud i Noka? – rozejrzała się Silva.
- Poszli do toalety, „niedługo” pewnie wrócą. – odparł Kazuyuki, który zapewne widział jak gdzieś idą. Oczywiście specjalnie zaakcentował słowo niedługo.
- A więc… - Shad w tym czasie zaczął tłumaczyć wszystko to co wiedzą o Lamia Scale i jej poszczególnych członkach. Wszyscy poza nieobecnymi Noką i Cloudem słuchali uważnie. Nawet Vince, który cały ten czas leżał na zadaszeniu ich loży. Patrzył w tym czasie na chmury. Nie wiadomo czego chciał się w nich doszukać, ale tak spokojny ktoś jak on, ma na pewno ku temu jakiś powód. Wiatr przywiał do niego mały listek, który pochwycił w swoją dłoń i przyjrzał mu się odrobinę.
- Jeden liść? Co chcesz przez to powiedzieć? – w tym momencie wiatr ponownie zawiał trochę mocniej w jego stronę, czym przeciął mały listek na dwa mniejsze kawałki.
- Dwie połowy? Nadal tego nie rozumiem ojcze… - wymamrotał sam do siebie, tak aby nikt tego nie usłyszał. Tym samym wiatr zawiał znowu i obrócił jedną z części małego listka. Pierwsza była zielona, druga, obrócona, była czarna, jakby z jednej strony zniszczona przez szkodniki.
- Ktoś coś ukrywa? – w tym momencie wiatr zawiał ponownie, zmuszając Vince, aby odwrócił się w stronę przyjaciół z drużyny. Wyraźnie było widać, że powietrze bawiło się włosami Shada, co jednak nie przeszkadzało mu w żadnym stopniu.
- Shadow? - wiatr przywiał mu kolejny kawałek liścia. O dziwo identyczną połowę tak jak ten pierwszy, z tym, że był on również zielony, tak jak ta druga, niezniszczona połówka. W tym samym momencie, na daszku tuż obok maga usadowiły się dwa ptaki, które wyraźnie przytulały się swoimi skrzydłami.
- A więc tylko miłość może go uchronić… tylko przed czym? – ptaki odleciały, liście również, a sam chłopak znowu pogrążył się w swoich rozkminach, podczas gdy reszta drużyny słuchała strategii na następne pojedynki.

Offline

 

#6 2015-05-05 03:39:47

 Shadow

http://i.imgur.com/sg2JZNK.png

10593558
Call me!
Zarejestrowany: 2011-04-22
Posty: 316
Punktów :   10 
Fabularnie: Wolny
Liczba wykonanych misji: 0
Magia: DDS, Fala Uderzeniowa
Multikonta: Revan, Alaude
Klejnoty: 20.000

Re: "New Story" - Fan Fick Fairy Tail

Rozdział VII - Uderzenie gwiazd! Trzech kontra jeden!


Vince skończył rozprawiać na temat Shada, trzymając się kurczowo myśli, że wiatr powie mu wszystko, gdy tylko będzie trzeba i przyjdzie na to czas. Natury nie można popędzać, czasu również nie przyśpieszysz. Jednak trzydziestominutowa przerwa zleciała zbyt szybko, by Shadow zdążył opowiedzieć wszystko to co chciał. Wiele wątków zostało pominiętych, wspólne walki Lamia Scale i Fairy Tail również poszły w niepamięć. Teraz liczyła się tylko wygrana. Po upłynięciu ustalonego czasu, na środek areny wyszedł prowadzący cały turniej DJ Condor, za pomocą magii otrzymał zwiększony głos, dzięki któremu mógł ogłosić kolejną walkę turnieju.
- Drodzy widzowie, czas na drugie starcie, pierwszego dnia turnieju o miliard klejnotów! - większość obserwatorów zajęła już swe miejsca, inni przybyli w ostatniej chwili, zaś zawodnicy, czekali całe trzydzieści minut na ogłoszenie kolejnych kombatantow, wśród swoich partnerów z Fairy Tail znaleźli się również Cloud i Noka, którzy kilka minut temu wrócili z toalety. Na niebie znowu pojawiła się magiczna wizja przedstawiająca ludzi z poszczególnych gildii, po stronie Fairy Tail była to Silva, po stronie Lamia Scale Drake.
- Najpierw wylosujemy rodzaj walki, a następnie zawodników, którzy do niej przystąpią! A więc zaczynajmy! - między iluzjonistycznymi zdjęciami na niebie zawodników pojawił się napis "vs" oraz po lewicy i prawicy napisu, losowały się liczby. Wszystkim zaczęło szybciej bić serce, w końcu to emocje związane z następną walką.
- Nie wytrzymam... - powiedziała zestresowana Seeko. Jedynym spokojnym po stronie Fairy Tail był chyba Giotto. A przynajmniej, takiego zgrywał. Po pozostałych zawodnikach czuć było lekkie podekscytowanie oraz nerwowość. W końcu wynik zapadł...
- PROSZĘ PAŃSTWA! JUŻ PIERWSZEGO DNIA JESTEŚMY ŚWIADKAMI NIESAMOWICIE TRUDNEJ SYTUACJI FAIRY TAIL! NIE DOŚĆ, ŻE PRZEGRALI PIERWSZĄ WALKĘ I STRACILI UTALENTOWANĄ SHEENĘ, TO JESZCZE TERAZ PRZYJDZIE JEDNEMU Z ZAWODNIKÓW ZMIERZYĆ SIĘ Z AŻ TROJKĄ MAGÓW LAMIA SCALE! - wykrzyczał journalista, a znajdujący się na trybunach mistrz Fairy Tail warknął niezadowolony. Pozostali magowie Fairy Tail patrzyli na wynik początkowego losowania z niedowierzaniem. Większość z nich już znała wynik walki, bez znaczenia kimkolwiek byłaby osoba reprezentująca Fairy Tail.
- Nie tak wyobrażałam sobie nasz początek... - zaczęła Catherine, która spojrzała na resztę zamyślonych zawodników. Wzrok zawiesiła na Giotto, który stał pod ścianą, jednakże jego spojrzenie sugerowało jedno - nawet taka oaza spokoju jak on, nie dał rady powstrzymać swojego zdziwienia i strachu(?). Raczej nie, to bardziej było niedowierzanie połączone ze świadomością wyniku.
- Ze wszystkich obecnych tutaj tylko Giotto, Blanca i Darker są w stanie konkurować ze wszystkimi magami Lamia Scale. Ale to tylko w walce jeden na jednego... - pomyślała ruda i od razu spojrzała na pozostałych. Chwilę później jednak musiała zaprzestać swoich rozmyśleń, gdyż na niebie rozpoczęło się losowanie zawodników...
- DRODZY WIDZOWIE, MAM PRZYJEMNOŚĆ OGŁOSIĆ ZAWODNIKÓW NASTĘPNEGO STARCIA TRZECH KONTRA JEDEN! AVALANCHE, MARCUS I JIN KWON TAE KONTRA CLOUD STRIFE! - na arenie słychać było euforię wśród gości, którzy mieli okazje zobaczyć jednego z magów klasy S w gildii Lamia Scale w akcji. Tego samego nie można było powiedzieć o drużynie Fairy Tail, która praktycznie straciła wiarę w zwycięstwo. Praktycznie, bo jak to mówi zasada... jeśli czegoś się nie da, to przyjdzie ktoś kto tego nie wie i tego dokona. Czy tym kimś miał być Cloud?
- Proszę... wygraj... - powiedziała Noka wtulając się w Clouda, a ten pogłaskał ją tylko po głowie i lekko odsunął od siebie.
- Skop im dupę. - wtrącił się Szerszeń i poklepał go po ramieniu.
- Jak przegrasz, to na OIOMie będzie Ci się Silva śnić, a tego nie życzyłbym nawet najgorszemu wrogowi. - powiedział, wyłaniający się z cienia Sael. Silva natychmiast zaczęła go ganiać po całej trybunie Fairy Tail, jednakże nie zdołała go złapać.
- Wierzymy w ciebie! - wykrzyczała na głos Catherine, a za nią pozostali członkowie FT. Podbudowany Strife schował ręce do kieszeni i udał się w stronę korytarza, który miał go zaprowadzić na arenę. Przed wejściem do niego zauważył Giotto, opierającego się o ścianę. Czarnowłosy mag podszedł do swojego kompana i stanął ramię w ramię z nim, patrząc w przeciwnym kierunku.
- Nie będę Ci mówić żadnych błahostek czy innego gówna. Wiesz co masz robić, znasz swoje możliwości, dlatego pokaż teraz wszystkim co to prawdziwa magia ciała niebieskiego. - zaczął Giotto, a Cloud uśmiechnął się pod nosem i prychnął lekko.
- Mimo bycia liderem Fortune, masz strasznie słabą gadanę. Ale... Fortune zostało stworzone do działania, a nie do zbędnego pierdolenia, więc wybaczam. - Nero odparł tym samym, zawadiackim uśmieszkiem.
- We are Fortune! - wykrzyczeli obaj w tym samym momencie i rozeszli się. Giotto pokierował się w stronę reszty zawodników, Strife w stronę wyjścia na arenę. Nie minęło kilkadziesiąt sekund, a cała czwórka była już na polu walki. Dzieliło ich zaledwie kilka metrów i sędzia stojący między nimi.
- Zasady są takie same jak w poprzedzniej walce. Osoba niezdolna do walki zostaje wyeliminowana. Gdy sędzia zgłosi, że któryś zawodnik nie jest w stanie dalej walczyć, zostaje wyrzucony z turnieju bez względu na to, jaki będzie ogólny wynik walki. - Cloud słysząc to natychmiast pomyślał o pewnej rzeczy. Może wcale nie jest na przegranej pozycji. Sędzia zniknął z pomocą magii z areny i na niebie pojawiło się odliczanie. Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden...
- WALKĘ CZAS ZACZĄĆ! - Cloud natychmiast odskoczył na kilkanaście metrów, a trójka z Lamia Scale stała w miejscu, przyglądając się uważnie przeciwnikowi.
- Zrób to, Marcus... - rzekł Kwon Tae, a zielonowłosy tylko przytaknął. Natychmiast z ust wypluł kwas, który zalał dobre kilkanaście metrów ziemi przed nimi. Strife całe szczęście odskoczył na tyle daleko, że mógł przyjrzeć się z daleka atakowi.
- Cholera, żre gorzej niż Hornet na gastro. - gdy ustał jedną nogą na ziemi, poczuł jakoby powierzchnia zaczęła się trząść. I tak w rzeczywistości było! Pojawiło się gigantyczne trzęsienie ziemi, które oddziaływało wyłącznie na arenę. Blondyn prawie stracił równowagę, jednakże zdołał w ostatniej chwili odskoczyć. Jak się potem okazało, w powietrzu czekał już na niego Jin Kwon Tae, który uderzył chłopaka potężnym ciosem w ramię. Przez wzgląd na multum wykonanych akcji, mag ciała niebieskiego nie zdołał się obronić, przez co poleciał daleko i wbił się w ziemię, która znowu zaczęła się poruszać, chcąc go połknąć.
- Po moim trupie! - mag wydostał się z małej szczeliny za pomocą swojej magii, wzniósł się meteorem w powietrze i obserwował wszystko z daleka.
- Cholera, dostęp do ziemi mam zablokowany, gdy będę próbował się zbliżyć, zaatakuje mnie ten gość z kwasem, a nawet jeśli się uda, muszę cały czas pilnować tego zjeba w stroju sprzedawcy ryb. - nie zdołał zbyt długo pomyśleć, gdyż już powitał go kwas Marcusa, wyrzucony tym razem w formie kul. Blondyn unikał sprawnie ataków i gdy już nastał ostatni, poczuł jak coś uderzyło go w plecy. To był Jin Kwon Tae, który błyskawicznie znalazł się w powietrzu i obdarował maga Fairy Tail potężnym uderzeniem w tył ciała. Hornet spojrzał z niedowierzaniem.
- Ten gość... jest szybki... - chłopak spojrzał na Giotto, który oglądał niewzruszony walkę. Cloud w tym czasie odbił się błyskawicznie od ziemi i znowu zaczął dryfować w powietrzu. Chłopak podleciał do Avalanche, jednakże ten w ostatniej chwili odwrócił się i uderzył blondyna łokciem w policzek. Następnie Jin pojawił się znikąd i uderzył Clouda dwoma złączonymi pięściami w tył głowy, jednocześnie kierując go w stronę falującej ziemi. Na sam koniec kilka kwasów od Marcusa poleciało w stronę lecącego z ogromnym impetem w ziemię maga ciała niebieskiego, ten jednak w ostatniej chwili zdążył się odchylić, unikając przy tym kwasowych wytworów, zaś ziemię dotknął tylko odrobinę rękoma, odbijając się od razu znowu w powietrze. Tam czekał już Jin i poczęstował maga kilkoma ciosami, od których Cloud się wybronił. Wymienił kilka serii z magiem klasy S Lamia Scale i zamarkował uderzenie w brzuch, po czym błyskawicznie skierował pięść w podbródek rybaka, myląc go i mocno obijając. W pewnej chwili poczuł jak jego ubranie jest niszczone przez jakiś żrący preparat. To była jedna z kul Marcusa, która jednak trafiła go, gdy ten unikał ciosu! Blondyn szybko pozbył się góry stroju, zostając w samych spodniach. Na jego plecach było widać drobne ślady po kwasie, który zdążył dotknąć jego skórę.
- Poddaj się Strife, oszczędzisz sobie bólu! - wykrzyczał w jego stronę Marcus. Jin Kwon Tae zaś podniósł się z ziemi, po wcześniejszym jebnięciu Clouda.
- Czas byście poznali siłę magii ciała niebieskiego. - zaczął blondyn i wzniósł się mocno w powietrze, wygiął się lekko w bok, kierując obie ręce tuż obok swojej głowy. Między dłońmi zaczęła się tworzyć mała, żółta kula, która zaczęła się powiększać, aż w końcu dotknęła obu rąk Clouda, które ją formowały.
- MAGIA CIAŁA NIEBIESKIEGO, FALA METEORU! - z ciała maga zaczęły wyłaniać się błyskawice, które dodatkowo wzmacniały atak. Nagle chłopak skierował ręce przed siebie, w stronę areny, na której znajdowali się trzej zawodnicy.
- Czuję to... - uśmiechnął się tajemniczo Avalanche i czekał. Cloud wystrzelił potężny promień energii, który pokrył niemal połowę gigantycznej areny. Atak dotknął wszystkich trzech zawodników, tworząc gigantyczną eksplozję. Dym oraz wiatr, który wytworzyła siła odśrodkowa dał się we znaki widzom oraz postronnym magom, nawet pomimo postawionych barier. Po kilku chwilach wszystko zaczęło opadać, dzięki czemu ludzie mogli zobaczyć co się tam stało.
- COOOO?!?! CZY PAŃSTWO TO WIDZIELI?! POŁOWA ARENY STRACIŁA PONAD PIĘTNAŚCIE METRÓW GRUBOŚCI, KOLEJNY KRATER WYTWORZONY PRZEZ MAGA FAIRY TAIL! CZY ONI NIE MAJĄ DOSYĆ ZNISZCZEŃ?! - postawił pytanie komentator, jednakże coś zaczęło się ruszać w stertach gruzu.
- ALE ZARAZ, CO TO?! - z kamieni wyłonili się wszyscy członkowie Lamia Scale, którzy wydawali się być nie draśnięci atakiem Strife.
- Co?! Jak to?! - wykrzyczał Cloud nie mogąc uwierzyć, że jego atak nie zranił ich.
- Jak już mówiłem, czuję to... - rzekł tym razem głośniej Avalanche, a Clouda powitała pięść Jina Kwon Tae, który wykorzystał moment zawahania maga i obił po raz kolejny jego twarz. Członek Fairy Tail odleciał na dobre kilka metrów i znowu rąbnął w ziemię, którą natychmiast chciał go pokryć fioletowowłosy mag Lamii.
- Chciałbyś... - mruknął pod nosem Cloud i znowu wyleciał przy pomocy swojego meteora, unikając pogrzebania żywcem.
- Widzę, że się komunikujecie między sobą... najwidoczniej ten cały Avalanche potrafi nie tylko tworzyć trzęsienia, ale także czuć je dookoła... - rozpoczął wywód Cloud, który dokończył podmiot tego zdania.
- Istotnie, potrafię wyczuwać każde najmniejsze trzęsienie, twoje ruchy, twój oddech, twoje bicie serca... wszystko to jest trzęsieniem... A ja nauczyłem się to odczytywać, więc dzięki temu mogę przewidzieć każdy twój ruch, Strife. - dokończył Avalanche i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Strife uśmiechnął się lekko, patrząc na swojego przeciwnika.
- Mimo tego, że wiesz co zrobię, potrzebujesz czasu na reakcję. Czas więc, bym zaprezentował prawdziwą moc magii ciała niebieskiego... - rozpoczął tajemniczo Cloud, a jego ciało zaczęła spowijać żółta aura.
- Prawdziwa Magia Ciała Niebieskiego, METEOR! - błyskawicznie znalazł się za twórcą trzęsień i już miał zamiar zaatakować go prosto w plecy, gdyby nie fakt, że w ostatniej chwili atak przyblokował Jin.
- Za wolno... - mruknął z małym uśmiechem Strife i błyskawicznie zrobił obrót w powietrzu, uderzając Avalanche potężnym ciosem w twarz, rybak zaś został chwycony za tył głowy i podczas zmieniania pozycji, blondyn wcisnął jego twarz w ziemię, powodując małe załamanie się gruntu. Kątem oka spojrzał, że lecą w jego stronę trzy kule stworzone przez zielonowłosego Marcusa. Mag Fairy Tail natychmiast ich uniknął, wystrzeliwując w stronę maga kwasu kilka złotych kul, które będąc około metr przed zielonowłosym nagle eksplodowały, raniąc go siłą wybuchu i odrzucając na kilkanaście metrów. Cloud kontynuował natarcie i zaczął latać z jednego końca areny na drugi, atakując maga trzęsień z każdej strony, po kilkudziesięciu ciosach, Avalanche upadł pierwszy raz i gdy Cloud miał już go zaatakować z bliska falą meteoru, został uderzony przez wodny strumień, wytworzony przez... Jina Kwon Tae!
- A więc Jin postanowił naprawdę włączyć się do walki. - podsumował to zachowanie lider Lamia Scale, Drake, krzyżując ręce na piersi.
- Co masz na myśli? - spytała Alexandra.
- Widziałaś kiedyś magię Jina? Używa jej tylko wtedy, gdy przeciwnik jest wymagający i gdy chce walczyć, co zdarza się bardzo rzadko. Na resztę odpowiedz sobie sama. - dziewczyna ucichła, a walka przeniosła się w powietrze. Avalanche dopiero odzyskiwał oddech, po takiej wymagającej serii ciosów należało mu się trochę odpoczynku, Marcus zaś podnosił się poparzony od wybuchów kul. Cloud i Jin zaś wymieniali potężne serie ciosów, upiększając je przy pomocy swoich magii. Gdy blondyn zaatakował rybaka pięścią, w ostatniej chwili wytworzył kulę, która tylko zwiększyła obrażenia, powodując małą eksplozję w miejscu, które atakował Strife. Kwon Tae nie pozostawał dłużny i gdy uderzył maga Fairy Tail w ramię, wystrzelił mały, acz szybki i ostry strumień wody, który lekko drasnął policzek członka Fortune.
- Jesteś naprawdę interesującym magiem, panie Strife. Niestety przez wzgląd na dobro gildii nie mogę kontynuować tego pojedynku, WODNY WIR! - zakończył wykrzyknieniem jeden z Syrenów i w trakcie masywnej wymiany ciosów, nagle pojawił się wir wodny, który wciągnął obu zawodników, a następnie rozszerzył się na 1/3 areny. Jin natychmiast wyskoczył z wiru, co nie było dane Cloudowi, który został zablokowany przez skumulowane prądy.
- Marcus teraz! - dodał Jin, a Marcus wystrzelił w Strife potężną falę kwasu, która gdyby nie bariery, zalałaby zapewne całą wschodnią trybunę przeznaczoną dla widzów. Gdy wszyscy już myśleli, że to koniec, nagle wir zaczął mienić się złotem...
- PRAWDZIWA MAGIA CIAŁA NIEBIESKIEGO, BŁYSK SYRIUSZA! - wir momentalnie rozpadł się na kilkaset strumyków wody, które z kolei zaczęły lecieć na ziemię. W miejscu w którym znajdował się Cloud, powstała mała, złota ściana, która zaczęła pnąć się do góry, aż w końcu rozdzieliła się na kilkanaście mniejszych fal energii. Każda z nich poleciała w inne miejsce, jak się okazało, nie przypadkowe. Dwie poleciały w Jina, dwie w Avalanche, trzy stworzyły ścianę, która przetrzymała kwas. Gdy już żrąca substancja zaczęła opadać na ziemię, przez środek złotej bariery przeleciało aż sześć podobnych promieni, które leciały w stronę Marcusa. Kilkadziesiąt metrów przed nim, złączyły się w jeden, tworząc powtórkę ataku, który ostatnio co zrobił, to jedynie zniszczył część areny.
- Cholera! Nie zdążę! - wykrzyczał Avalanche, a jego powłoka ziemna dotarła do Marcusa jako druga, po złotej fali Clouda, która pochłonęła ciało zielonowłosego maga kwasu, a następnie stworzyła kolejny super-wybuch, który zniszczył drugą, nienaruszoną przez pierwszy atak, część areny. Kwas, który żarł poszczególne miejsca na arenie zniknął, co świadczyło o tym, że Marcus został pokonany. Potwierdziło to później opadnięcie piasku i teraz już nikt nie miał wątpliwości. Poparzony, zalany krwią Marcus leżał na stosie kamieni, przygnieciony kilkoma z nich w okolicach nóg.
- Marcus wyeliminowany! - wykrzyczał komentantor, a na niebie poza zdjęciem maga kwasu pojawił się również czerwony krzyżyk, symbolizujący wykluczenie zawodnika z gry.
- BRAWO CLOUD! - wykrzyczeli zgodnie prawie wszyscy członkowie Fairy Tail.
- No no, jestem pod wrażeniem, Clouderpie... - mruknął Shadow i uśmiechnął się lekko, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Natychmiast skoczyła na niego Shinrai, która niezmiernie cieszyła się z sukcesu. Silva z wrażenia aż kopnęła Kaza, który zamiast cieszy się razem z drużyną, leżał jak poskładany, imitując twarzą sentencję "cześć mamo jestem rower".
- Ale to jeszcze nie koniec... - wtrącił się Hornetto, widząc stojącego Avalanche i Jina Kwon Tae.
- Póki co mamy remis, teraz czas przechylić szalę na naszą stronę. - dodała Seeko, która uwaznie obserwowała całą walkę.
- Co by nie mówić, spisał się świetnie. Marcus wyeliminowany, Avalanche ledwo chodzi, może jest szansa nawet by pokonał Jina... - zaczął Kazuyuki, jednakże od razu ktoś mu przerwał. Był to Vince, który zeskoczył z zadaszenia trybuny Fairy Tailowców.
- Ciężko to mówić, ale Cloud pokazał dużo, zdecydowanie za dużo jak na jedną walkę. - zaczął wywód czarnowłosy.
- Co masz na myśli? - spytała Catherine.
- Taki ktoś jak Jin, nie da się nabrać dwa razy na tą samą technikę. Mało tego, ma za sobą Avalanche, który przewiduje ruchy Clouda. Nasz przyjaciel zużył dużą część swojej magicznej mocy i jeśli chce coś jeszcze zdziałać, musi wykończyć tego drugiego, a Kwona Tae zostawić komu innemu. - dokończył, a magowie Fairy Tail warknęli w jego stronę. Wszyscy poza Saelem, Shadowem, Hornetem i Darkerem, który zjawił się minimalnie po rozpoczęciu walki.
- Co najważniejsze, Cloud jest tego świadom. Poczuł na własnej skórze magię Jina, a co za tym idzie, wie, że musi wpieprzyć Avalanche'owi. Wie co jest najlepsze dla naszej drużyny i postąpi jak prawdziwy strateg, a zarazem jeden z naszych asów. Teraz bardziej niż nasze wygórowane oczekiwania, przyda mu się nasze wsparcie. Więc kibicujmy mu razem, by cały świat się dowiedział po raz kolejny, że mimo tej całej stypulacji walki, to my mamy przewagę liczebną. - zakończył swoją przemowę Vince, a wszyscy, łącznie z Shadem czy Darkerem uśmiechnęli się lekko, pokazując swoją aprobatę. Gdy walka miała się rozpocząć na nowo, z trybuny Fairy Tail dało się usłyszeć bardzo głośne.
- DO BOJU CLOUD! - podbudowany zaś tymi słowami mag Fairy Tail, wytarł ręką krew, która spływała mu po wargach i wyprostował się lekko, aktywując po raz kolejny meteora. Jin wiedząc co się święci, natychmiast podleciał do maga ciała niebieskiego i rozpoczął z nim druzgocącą wymianę ciosów, uzupełnieniem tego była magia włączona w poszczególne ataki. Wybuchy, cięcia ściany, czy podłogi, małe trzęsienia, wszystko to za sprawką wymiany pięści i nóg, jaką w powietrzu mieli dwaj magowie przeciwnych gildii. Avalanche podniósł się po złączonym ataku dwóch promieni i kaszlnął krwią, ściskając obie dłonie, tworząc przy tym potężne trzęsienie ziemi, które zaczęło unosić ziemię po obu stronach tak, by pokryła w wielkiej kopule walczących ze sobą magów.
- Magia Potężnego Trzęsienia, SFERA TRZĘSIEŃ! - wykrzyczał i zamknął obu fighterów w wielkiej kuli stworzonej z ziemi, która z czasem zaczęła się unosić nad całą areną. Nagle, z kuli wyleciał... KWON TAE, który uderzył z impetem w ścianę areny, wbijając się w kilkumetrowy mur. Cloud zaś nie wyleciał, gdyż dziura, którą wytworzyła się w skutek lotu maga wody, ponownie się zamknęła.
- Teraz mogę to skończyć, zdychaj Strife! - gdy już wszyscy myśleli, że nastąpi jakaś eksplozja, wybuch, skurczenie się sfery, Avalanche zaserwował zupełnie co innego. W środku kuli fioletowowłosy mag wytworzył sejsmiczne wstrząsy, które zaczęły swoje dzieło zniszczenia. Mimo kilkumetrowej warstwy ziemi, widzowie mogli usłyszeć krzyk wyjącego z bólu Clouda. Gdy już wszyscy myśleli, że to koniec maga, nagle sfera zaczęła pobłyskiwać. Z czasem stawała się co raz jaśniejsza, aż nagle, stała się gigantyczną żółtą kulą, która nagle... rozpadła się! Krzyk który wydawał się ze środka, nagle stał się głośniejszy i jak się okazało, nie był to tylko zew bólu, a zainicjowanie kolejnej magicznej techniki, która najpierw spowodowała zniszczenie kuli, a następnie ukazała setki lecących w różną stronę promieni. Wypływały one z jednego punktu i znajdowały drogę do różnych części areny, którą zaczęły niszczyć. Na arenie zapanował chaos, wybuchy niszczyły przygotowane na turniej pole walki, ciała Jina i Avalanche zniknęły w setkach złotych promieni uderzających w ziemię. Nagle nastał koniec, a złotym punktem, z którego wylatywały magiczne pociski, okazał się być Cloud, który mimo utraty prawie całej magicznej mocy, utrzymał swój meteor, który powoli sprowadził go na zakurzoną i zniszczoną własnym atakiem ziemię. Gdy dym opadł, sędzia dostrzegł, że ani Avalanche, ani... JIN KWON TAE nie są w stanie się podnieść! Strife, który stał ledwo na nogach, mocno zakrwawiony, a jednocześnie z utraconą prawie całą mocą, spojrzał na niebo, które pokazało werdykt.
- ZWYCIĘŻA CLOUD STRIFE! GILDIA FAIRY TAIL WYGRYWA WALKĘ DZIĘKI CZEMU MA NA SWOIM KONCIE JUŻ TRZY PUNKTY! JIN KWON TAE, MARCUS I AVALANCHE ZOSTAJĄ WYELIMINOWANI Z DALSZEJ CZĘŚCI TURNIEJU! - na trybunie wrzawa. Euforia, niedowierzanie, szczęście, a jednocześnie gniew. Niektórzy byli sercem za FT inni za Lamią. Nie mniej jednak przeważały gratulacje w stronę Clouda, który skwitował to wszystko małym uśmiechem.
- Widzisz Shad? Pokazałem im... co znaczy... prawdziwa magia... ciała niebieskiego... we are... Fortune... - rzekł i kilka chwil po werdykcie, padł na twarz, tracąc przytomność. Na arenie szybko pojawili się lekarze, którzy zabrali wszystkich wojowników z pola walki. Kolejna trzydziestominutowa przerwa została zarządzona celem naprawienia areny, a w szeregach Fairy Tail panowała gorąca atmosfera. Cloud zaskoczył wszystkich, wszystkich poza Fortune, którzy najwidoczniej dopuszczali do siebie taką możliwość, że on jednak podoła.
- Cloud pokonał całą trójkę, w dodatku, pokonał jednego z ich magów klasy S. Skoro Shay i Cloud dali radę walczyć na równi z nimi, to może wcale nie są tak mocni, jak się o nich mówi? - powiedziała Seeko, a do rozmowy włączył się Darker.
- Teraz gdy wygraliśmy, Lamia koniecznie będzie chciała się odkuć. Następne osoby, które będą walczyć muszą się mieć na baczności. W końcu... po drugiej walce mamy już przewagę dwóch punktów. - podszedł do przyjaciela Shadow.
- Ostatnio odbyły sie dwa losowania. Podejrzewam, że teraz dadzą nam wybór wojowników. Lamia wystawi kogoś mocnego, więc i my będziemy musieli zrobić to samo. - rzekł Giotto.
- Co masz przez to na myśli? - spytała Catherine, przybliżając się do Nero.
- To, że w następnej walce będzie walczyć ktoś z naszej szóstki... - powiedział spokojnie Shadow, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Masz na myśli... siebie, Darkera, Catherine, Vince, Silvę i Hornetta? - dopytała Neko.
- Nie ma znaczenia kogo wybierze Lamia Scale, u nas jest już ustalone, że ktoś z naszej szóstki. Musimy uzyskać jeszcze większą przewagę. - zakończył Shad.
- Chcę się zmierzyć z Drake... - wyrzuciła z siebie Silva.
- Nie zrozum mnie źle, ale jedynym, który cokolwiek wie o Drake, jest Giotto. Jeśli Lamia wystawi Drake do następnej walki, będzie z nim walczyć Shadow... - zaczął Darker.
- Ale dlaczego?! Chcę z nim walczyć pierwsza! To mój obowiązek jako... - wykrzyczała Silva, lecz Darker jej przerwał.
- Ponieważ Drake już raz przegrał z Giotto... - w drużynie Fairy Tail zapanowała cisza, połączona ze zdziwieniem.
- Dark, przestań. Nie możemy ich narażać... nie chcę ich narażać... - w głosie Giotto słychać było smutek i troskę.
- Jak to... narażać? - spytała Catherine, chwytając Nero za rękę.
- Shad, czas im o tym powiedzieć. O tym co tak naprawdę wydarzyło się podczas twojej walki z Drake dwa lata temu, dlaczego zostało stworzone Fortune, dlaczego nigdy nie chodzisz na misję sam i dlaczego to ty możesz się zmierzyć z Drake...

Offline

 

#7 2015-06-26 00:18:30

 Shadow

http://i.imgur.com/sg2JZNK.png

10593558
Call me!
Zarejestrowany: 2011-04-22
Posty: 316
Punktów :   10 
Fabularnie: Wolny
Liczba wykonanych misji: 0
Magia: DDS, Fala Uderzeniowa
Multikonta: Revan, Alaude
Klejnoty: 20.000

Re: "New Story" - Fan Fick Fairy Tail

Rozdział VIII – Przedwczesny finał, Shadow vs Drake!


Po wygranej Clouda nad tercetem wojowników Lamia Scale, nastąpiła kolejna narada w szeregach gildii Fairy Tail. Z trybun gości zszedł nawet mistrz gildii, który dołączył do swoich pupili na specjalnie przygotowanym balkonie. Najwidoczniej on również miał coś do powiedzenia w tej sprawie.
- Więc… kto zacznie? – spytała Shinrai, lekko poddenerwowana.
- Szerszeń, czyń honory. – odparł Darker i przysiadł na ławeczce.
- Otóż, dwa lata temu byliśmy świadkami walki Shadowa z Drake. Odbyła się ona daleko od Magnolii, na wielkim pustkowiu. Jak zapewne wiecie, Drake bardzo nalegał na to by zmierzyć się z Giotto. Z początku negowaliśmy to w każdy możliwy sposób, aż do czasu turnieju. Gdy nie awansowaliśmy do finału rozgrywek, Drake poczuł się oszukany i po wygranym turnieju zjawił się w naszej gildii, z oficjalnym wyzwaniem, którego nie miał zamiaru odwołać. Shadow zgodził, gdyż wiedział, że Drake nie ustąpi. – zaczął Hornet.
- I co było dalej? – wtrąciła się Catherine.
- Udaliśmy się na peryferie, tam gdzie jest nowa epoka, ale ludzie żyją jeszcze w poprzedniej. Znaleźliśmy tak odległe miejsce, że nawet magiczne sonary rady nie wychwyciły żadnych skoków mocy magicznej w tych rejonach. Na miejsce udaliśmy się ja, Shadow, Drake, pozostali członkowie Fortune w osobach Darkera i Clouda oraz Jin Kwon Tae, jako reprezentant Lamia Scale. Walka trwała trzy dni, po tym czasie Drake padł z wycieńczenia i ogłosiliśmy zwycięstwo Shada.
- Ale w jaki sposób Giotto wygrał, czym go pokonał? – spytała zaciekawiona Catherine.
- Użył czegoś co zwie się… - kontynuował Hornet, ale przerwał mu sam Nero.
- Ukrytymi pokładami energii. – powiedział pewnie i spokojnie mag Fairy Tail.
- I to wszystko? Nic nam to nie mówi. – warknęła Silva.
- Nie ma powodu by wam mówić co się tam wydarzyło dokładnie. Minęły już dwa lata, jestem dużo silniejszy niż wtedy, pokonam go bez pomocy ukrytego potencjału. – dodał Giotto.
- Pamiętaj o tym, że Drake również trenował i zapewne, dużo więcej niż ty. – odchrząknęła Blanca. Shadow lekko przygryzł wargę.
- Po co zostało stworzone Fortune? I dlaczego Giotto nigdy nie wykonuje misji sam? – spytał Vince.
- Fortune zostało stworzone po to, by te „ukryte pokłady energii” jak to nazwał Giotto, były pod kontrolą. Mieliśmy za zadanie trzymać Nero w ryzach, gdyby zdecydował się użyć ich jeszcze raz. – odparł Darker.
- Więc jest to niebezpieczne i niekontrolowane? – to było już bardziej pytanie retoryczne ze strony Vince.
- W pewnym stopniu, o ile nie zatrzyma się tego w odpowiednim momencie. – dodał od siebie Hornetto.
- W takim razie podsumujmy: Giotto wygrał z Drake dwa lata temu, ma w sobie coś, co pozwoli mu uwolnić mnóstwo magicznej mocy, której jednak nie jest w stanie kontrolować. Fortune utworzył mistrz po to, żeby w razie czego zabić Giotto, gdyby uwolnił zbyt wiele mocy? – kolejne pytanie retoryczne, tym razem ze strony Silvy.
- Tak. – skwitował jednoznacznie Shad.
- Ponadto twierdzisz, że jesteś w stanie pokonać Drake bez ponownego używania tych „sekretnych technik”? – dodała Blanca, Shadow tylko pokiwał głową.
- No to pięknie… - wzruszyła rękami i usiadła zrezygnowana na miejscu obok Darkera.
- Mistrzu, a co ty o tym sądzisz? – spytała Seekane.
- Jeśli jeden z naszych najsilniejszych magów twierdzi, że jest w stanie pokonać świętego maga, to albo jest idiotą, albo… ma w sobie DNA Fairy Tail, które może być kluczowe w tej walce.
- Więc ty też jesteś za tym, by to Giotto walczył jako następny, o ile Lamia wytypuje Drake? – spytała zrezygnowana Coldwater.
- Owszem. – powiedział zdziadziały mistrz w słomkowym kapeluszu.
- O nie… jesteśmy zgubieni… - powiedział Kazuyuki, udając Stachu Jonesa.
- Z drugiej strony to może się udać… - skrzyżowała ręce na klatce piersiowej Shi.
- I ty Brutusie przeciw mnie? – Silva spojrzała na nią z dezaprobatą i westchnęła lekko, widząc reakcję Shinrai.
- Jak zwykle to samo, Shadow ma wszystko co najlepsze, a nam zostawiają ochłapy… - warknął wkurzony Vince i wrócił na zadaszenie balkonu. Nagle rozległ się krzyk fanów, którzy zobaczyli, że arena jest już przygotowana do następnego starcia.
- Zaczyna się… - westchnął Darker, patrząc na żurnalistę. W tym czasie na balkonie zjawił się Jin Kwon Tae, który nie wyglądał na mocno poturbowanego, a mimo to przegrał walkę z Cloudem.
- Dałeś się sprać jakiemuś gówniarzowi? – spytał zdenerwowany Havoc.
- Uznałem, że tak będzie ciekawiej. Chłopak miał w sobie dużo wapnia. – uśmiechnął się szeroko mag klasy S i mało brakowało, by dostał od Havoca jakimś zaklęciem. Jego jednak powstrzymał Drake, który uścisnął dłoń Jinowi.
- Wszystko poszło zgodnie z planem, dzięki. – uśmiechnął się lekko lider drużyny Lamia Scale.
- Jesteś mi winien porządne sushi, z mnóstwem wapnia. – zaśmiał się lekko mag wody.
- To po turnieju, teraz skupmy się na następnej walce. – obaj uśmiechnęli się i spojrzeli na komentatora, który zapowiadał ostatnią walkę tego dnia.
- Drodzy widzowie, ostatnia walka odbędzie się w systemie jeden na jednego! Obie drużyny mają możliwość wytypowania dowolnego członka ekipy, który wyjdzie na arenę i będzie walczyć o kolejne punkty dla Fairy Tail, bądź Lamia Scale. Pierwszeństwo wyboru mają obecni mistrzowie, Lamia. Kto będzie walczył? – zwrócił się pod koniec w stronę balkonu Lamia Scale. Trybuny jednoznacznie mówiły kogo chcą widzieć w tej walce, kibice skandowali imię Drake. Przez kilka chwil, nie było nic wiadome, aż do czasu gdy lider drużyny zeskoczył z trybuny Lamii i udał się mniej więcej na środek pola walki, gdzieś w okolice komentatora.
- TO NIESAMOWITE! JUŻ PIERWSZEGO DNIA MAMY OKAZJĘ ZOBACZYĆ CZWARTEGO W HIERARCHII ŚWIĘTEGO MAGA FIORE! POWITAJCIE GO GROMKIMI BRAWAMI, PRZED WAMI DRAKE, LIDER DRUŻYNY LAMIA SCALE!!! – wykrzyczał do mikrofonu, a trybuny zawrzały. Nikt nie mógł liczyć na takie wsparcie jak kochany przez tłumy Drake.
- Jaka będzie odpowiedź Fairy Tail? – spojrzał tym razem w stronę trybuny Fairy Tail.
(polecam teraz ten soundtrack do 01:16)
Giotto wyruszył w dół schodami. Przemierzał każdy krok co raz pewniej, pokonując kolejne piętra koloseum. Po chwili wyszedł na arenę, trzymając ręce w kieszeniach i szedł tym samym, pewnym siebie krokiem przez piach areny. Po przejściu kilkunastu metrów, stanął naprzeciw swojego przeciwnika, większego od siebie o jakieś pół metra, na jego twarzy nie było widać żadnych emocji, to samo na twarzy Drake. Gdy jednak ich oczy spotkały się w jednym punkcie, pewni siebie unieśli nieznacznie kąciki ust. Obaj westchnęli lekko i tak patrzyli na siebie przez kilkanaście sekund, bez słowa. Widać było wzajemny szacunek oraz chęć ponownego zmierzenia się. To oznaczało początek przedwczesnego finału. Cała arena ucichła, nawet komentator nie mógł wydusić z siebie słowa, to była niesamowita chwila. Wszyscy wiedzieli, że spotkało się dwóch potężnych magów, a aura unosząca się w powietrzu, dobitnie dała o sobie znać. I wtedy trybuny oszalały! Kibice zaczęli skandować imiona dwóch wybrańców.
- CÓŻ ZA NAPIĘCIE! ICH WIELKĄ MAGICZNĄ MOC CZUJĘ W KAŻDEJ SWOJEJ KOŚCI, MIMO TEGO, ŻE TYLKO STOJĄ! PROSZĘ PAŃSTWA, JEŚLI COŚ TERAZ ROBICIE, TO PRZESTAŃCIE TO ROBIĆ, PRZED NAMI NAJPRAWDOPODOBNIEJ STARCIE STULECIA! DRAKE KONTRA GIOTTO! – wykrzyczał do mikrofonu, a słowa tyczyły się również telewidzów.
- A więc, Giotto… dajmy z siebie wszystko. – odezwał się Drake.
- Możesz na to liczyć. – odparł pewien siebie Nero i stali tak jeszcze kilkanaście sekund. W tym czasie na trybunie Fairy Tail panowała dziwna atmosfera. Zamiast gorącego dopingu, magowie zastanawiali się co tak naprawdę mogło się wydarzyć dwa lata temu podczas pierwszej walki Giotto z Drake. Ciszę przerwał Hornet.
- Musimy dać mu wsparcie, chcecie czy nie, jest jednym z nas i to on reprezentuje Fairy Tail w najważniejszej walce turnieju. Musimy być razem z nim, inaczej puści pawia w bramie. – zmobilizował swoich kolegów i koleżanki Szerszeń, a Fairy Tail już chwilę potem zaczęło skandować imię Giotto oraz różne okrzyki mobilizujące. Jedynie Vince leżał cicho na dachu, gdyż to nie było w jego stylu i nie włączał się do kibicowania. Darker również jakoś niespecjalnie się kwapił do robienia z siebie idioty, ponieważ znał wartość Nero i wiedział, że z dopingiem czy bez, chłopak da z siebie wszystko. Tymczasem w szpitalu, Sheena doszła już do siebie i w łóżku oglądała początek starcia, w pomieszczeniu obok Cloud również zbudził się, była przy nim cały czas Neko, która zastąpiła Nokę na czatach. Strife spojrzał na ekran i widząc Giotto oraz Drake na arenie, uśmiechnął się lekko.
- Zajebię go. Miałem dać najlepszy show tego dnia, a teraz już nikt nie będzie pamiętać o tym, że rozjebałem czaszki trzem gościom z Lamii. Powtarzam, zajebie go. – warknął.
- Masz bardzo ładny podkoszulek Cloud. – uśmiechnęła się Neko.
- Ja w nim śpię. Piękny jest, z wisienką. – odetchnął lekko i oglądał starcie. Giotto w tym czasie odwrócił się w stronę kibicujących mu magów Fairy Tail. Uśmiechnął się lekko pod nosem i zacisnął pięści.
- Dla dobra Fairy Tail… dla udowodnienia sobie, że potrafię… i dla ciebie, mamo… wygram! – mruknął pod nosem, zwracając się znów w kierunku Drake.
- W trosce o bezpieczeństwo kibiców oraz pozostałych uczestników turnieju, na czas walki zostanie wzniesiona bariera ochronna z samego Etherionu. Podziękujmy radzie za pozwolenie na użycie tej niezniszczalnej tarczy. – dodał od siebie DJ Condor i nagle magiczny promień zaczął krążyć po krawędzi areny, zataczając wielkie koło. Bariera wzniosła się na kilka sekund, była ona koloru niebieskiego i wręcz „dymiła się”. Po chwili jednak stała się niewidzialna, dzięki czemu nikomu nie zepsuje to widowiska.
- Giotto, skoro postawili barierę z Etherionu, dajmy im to na co czekają. – Drake rozstawił ręce i czekał już w pozycji ofensywnej. Nero zrobił to samo, wyciągając ręce z kieszeni i stając bokiem do przeciwnika.
(kolejny soundtrack, który przyda się podczas czytania, do 00:36)
Sędzia czekał z uderzeniem w gong, zaczęło się odliczanie, pięć, cztery, trzy, dwa, jeden… magowie zniknęli! Pojawili się nagle na samym środku areny w powietrzu, wymieniając między sobą mnóstwo ciosów, które tworzyły małe fale uderzeniowe. Kurz uniósł się na arenie, fani byli wniebowzięci, bowiem fale, stworzone po zderzeniach ich części ciała, dochodziły nawet mimo bariery postawionej przez barierę. Drake i Giotto zaczęli latać po całej arenie przy niesamowitej prędkości. W mgnieniu oka zmieniali miejsce wymiany ciosów, raz były to okolice trybuny, raz środek areny, raz ziemia gdzieś z prawej strony. Tempo walki było niesamowite od samego początku. Nawet magowie reprezentujący odpowiednio Lamię i Fairy byli zdziwieni tak dobrą dyspozycją obu zawodników.
- Oni są… - nie mogła wydusić z siebie słowa Shinrai.
- Szybcy. – wtrącił się Darker, który obserwował walkę już na stojąco, z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej. Wędrował oczami za walczącymi ciałami dwójki magów, którzy narzucili tak dużą prędkość, że tak naprawdę tylko wyszkoleni dobrze magowie są w stanie ich dostrzec. Takimi właśnie byli członkowie FT i LS. Nagle po uderzeniach zaczęły tworzyć się wybuchy naprzemiennie z falami uderzeniowymi.
- Co do cholery?! – wykrzyczał Kazuyuki widząc arenę w ogniu.
- To magie Drake i Giotto. Jeden panuje nad eksplozją, drugi nad falą uderzeniową. – wytłumaczył mu Hornet, który również śledził poczynania magów. Silva widząc to co dzieje się na arenie, otworzyła usta ze zdziwienia i nie mogła nic powiedzieć, język utknął jej w gardle.
- Zdziwiona, Coldwater? – uśmiechnął się uszczypliwie Sael, który dołączył do ekipy po skontrolowaniu sytuacji u Sheeny i Clouda.
- Zamknij się jełopie. – warknęła w jego stronę i gdy już miała uderzyć białowłosego, nagle zatrzymał jej rękę Haron.
- Silva, oglądaj walkę, nie zwracaj uwagi na Saela. – zarządził i puścił ją, sam dalej śledząc wzrokiem poczynania dwójki magów walczących na arenie. Nagle ciała Drake i Giotto pojawiły się w samym centrum tej zadymy, mimo dymu i kurzu dało się ich dostrzec. Zderzyli się pięściami, które wytworzyły mocną eksplozję, która przesiąknięta była falą uderzeniową Nero. Dało się odczuć potężny wiatr, jaki zawiał w stronę wszystkich uczestników widowiska i dopiero po kilkunastu sekundach wszystko się uspokoiło. Kurz opadł a na środku areny oparty na jednym kolanie kucał Drake, podpierając się przy okazji prawą ręką. Na arenie chwilę później pojawiła się smuga czarnej mgły, która po zmaterializowaniu się w postać, nabrała pozostałych kolorów i stworzyła ciało Giotto Nero, który stał już ze skrzyżowanymi rękami na klatce piersiowej.
- Nieźle Giotto, widać efekty twojego treningu. – uśmiechnął się w jego stronę Drake.
- Ty też całkiem dobrze sobie poradziłeś. – odparł, unosząc kąciki ust mag fali uderzeniowej i jak się okazało – mroku. Nastąpiła chwila „odpoczynku”, ale to raczej było z myślą o widzach, którzy dostali w pierwszej fazie ich walki, pokaz szybkości oraz cząstki ich magicznych zdolności.
- TO BYŁO NIESAMOWITE!!! – wykrzyczał komentator, patrząc na ogłupienie wszystkich kibiców.
- CZY KTOŚ Z PAŃSTWA WIDZIAŁ W TYM ZAMIESZANIU KTÓREGOKOLWIEK Z NICH?! TO JEST SIŁA ŚWIĘTYCH MAGÓW! – dodał.
- Giotto jest świętym magiem? – spytała Shinrai.
- Nie jest. – uśmiechnął się w jej stronę Hornet.
- Dlaczego? – dopytała.
- Bo nie jest święty. – zaśmiał się Szerszeń, a na trybunie do pozostałych magów dołączył… CLOUD, który właśnie wypowiedział te słowa!
- Dobrze Cię widzieć w takim stanie. – rzekł Darker.
- Ty nie chcesz wiedzieć, w jakim stanie się czuję teraz. -  odgryzł się Strife.
- W stanie wojennym. – stwierdził jednoznacznie Hornet, zakładając ręce na klatkę piersiową i kiwając głową na znak aprobaty.
- Giotto dał niezły pokaz. – zaczął temat blondyn.
- To było pod publikę, tego pojedynku nie wygra się szybkością, ani oklaskami. – wtrąciła się Silva.
- Dupą też nie. – zaczepił ją Sael, który uniknął lewego sierpowego Blanci, ale prawego już się nie spodziewał, przez co wylądował gdzieś w połowie korytarza prowadzącego na ich trybunę.
- Silva masz chyba syndrom niedosrania. – dodał od siebie Clouder i już leciała na niego mistyczna noga Blanci, którą jednak zatrzymał swoją ręką Darker.
- A ty co, pierdolca trenujesz? Nie masz litości nawet dla inwalidów? – westchnął lekko mag klasy S i gdy już miało dojść do walki, Crimson została zatrzymana przez partnerkę z drużyny Shinrai.
- Zostaw ich i skup się na walce, bo chyba coś się dzieje. – wszyscy zwrócili się w stronę areny, którą póki co tylko obserwowała Catherine. Na polu walki dym opadł już całkowicie, wojownicy stali znowu naprzeciw siebie w odstępie trzech metrów mniej więcej. Walka została wznowiona, Shadow błyskawicznie znalazł się przy Drake, pochylił się nad jego ciosem i uderzył z wielkim impetem prosto w mostek, chcąc najpewniej mu go złamać. Ten atak lekko przesunął zapierającego się nogami Drake i już po chwili maga Lamii powitał kolejny cios tym razem był to lewy sierpowy prosto w twarz, który również wpłynął na jego położenie. Następne kilka ciosów było równie wysokiej siły, najpierw uderzenie prawą pięścią w brzuch, potem łokieć w głowę, który obniżył lekko maga Lamii i na samym końcu uderzenie z nogi, które wyrzuciło go na kilka metrów. Mag eksplozji zrobił obrót w powietrzu i wylądował na obu nogach, podpierając się ręką, przy okazji przejeżdżając nieruchomym ciałem jeszcze kilkumetrowy ślizg. Nie trzeba było długo czekać na ofensywę Giotto, który znalazł się momentalnie za przeciwnikiem i uderzył go piętą prosto w twarz, utrzymując nogę w poziomie, a rękami zasłaniając twarz. Atak ten się nie powiódł, gdyż w ostatniej chwili Drake skontrował lewą ręką uderzenie i oddał mocną pięścią z domieszką magii, która złamała nawet gardę Nero. Ten z kolei poleciał na kilkanaście metrów, łapiąc równowagę dopiero po odbiciu się od podłoża.
- Walka trwa w najlepsze! Mimo początkowej przewagi Giotto, Drake jednym uderzeniem wyrównał stan rywalizacji! Spójrzcie państwo na ręce Nero! – kamera dała zbliżenie na rękawice maga Fairy Tail, które były prawie doszczętnie spalone. Widać było również poparzone ręce Shadowa.
- Cholera… - warknął sam do siebie Giotto i zdjął nie nadające się do niczego osłony rąk.
- Co teraz? Każdy atak Drake rozwali ręce Nero! – wykrzyczała Shinrai. Nikt jej nie odpowiedział, a ona zlekceważona odwróciła wzrok z powrotem w stronę Giotto, który stał spokojnie w miejscu, w którym wylądował. Chłopak wziął głęboki oddech i opanował pulsującą w nim magiczną moc. Zaczął mówić jakieś nieznane magiczne zaklęcia. Nie było to w żadnym ze znanych języków, nagle krzyknął. Wokół niego pojawiła się czarna aura, która powodowała efekt jakiejś bariery, przez którą był jednak Nero widoczny.
- A to co? – spojrzał ze zdziwieniem Drake. Shadow wyprostował się i spojrzał pewien siebie na przeciwnika. Wystawił rękę do przodu i otwartą dłonią sprowokował maga Lamii do ataku. Ten wybił się i poleciał z niesamowitą prędkością prosto w stojącego Giotto. Mag Fairy Tail uchylił się od ataku, który był również okraszony magią eksplozji i uderzył lecącego Drake w prawą część ciała, prosto w żebra. Gdy ten próbował skontrować atak łokciem, Shadow lekko odsunął się, unikając ręki wielkoluda i uderzył go tym razem w środek klatki piersiowej. Drake kaszlnął krwią i odskoczył, wycierając stróżkę, która płynęła mu po prawej stronie ust.
- Jak on to zrobił?! – wykrzyczała Shinrai.
- To karate demona. Styl walki, który pozwala mu na przewidywanie ataków. – wytłumaczył Darker.
- Jest w stanie przewidzieć każdy atak Drake? – dopytała Seekane.
- Tak. Póki starczy mu magicznej mocy, wie wszystko i nie da się trafić. – dodał Cloud.
- Dzięki temu uniknie bezpośredniego kontaktu z eksplozją, sprytne. – wtrącił się Haron, który obserwował walkę.
- Zakładam, że zaglądanie w przyszłość zużywa dużo mocy, prawda? – odezwała się Silva.
- Nie inaczej. Z pewnością nie wykorzysta całej, bo samymi unikami go nie pokona. – zakończył Szerszeń i wszyscy wrócili do oglądania walki. Giotto ponownie sprowokował Drake, który tym razem nie drgnął. Przez chwilę stał w bezruchu z opuszczoną głową. Wypowiedział kilka słów do siebie, aż nagle, całe jego ciało zostało oplecione przez niebieskie światło, które z kolei zostało wchłonięte przez ciało maga Lamia Scale. Jego oczy zaświeciły się w pierwszej chwili tym samym odcieniem błękitu, jednakże już po chwili wróciły do swojego poprzedniego stanu. Nero rozszerzył źrenice, jak również wszyscy magowie Lamii i Fairy Tail.
- Co…? – nie mógł ukryć zdziwienia Giotto, moc Drake przytłaczała nawet jego. Darker zaniemówił, a Drake zaczął tłumaczyć.
- W końcu mogę pójść na całość. Odblokowałem właśnie cały swój potencjał. Do dzieła. – Drake zniknął, pojawił się za Giotto, który ledwo uniknął ataku maga, mimo posiadania trybu Karate Demona. Kolejny cios pojawił się od lewej strony Shada i też został uniknięty. Gdy jednak Nero chciał zaatakować Drake, ten pojawił się już z przeciwnej strony i wbił ciało Giotto z wielkim impetem w ziemię. Podłoże złamało się w pół, Shadow leciał kilkanaście metrów pod ziemię, aż w końcu został wyrzucony do góry przez wybuchające gejzery ze środka utworzonego kanionu. Mag Fairy Tail wyleciał kilkadziesiąt metrów dalej, cały poparzony i chyba półprzytomny. Upadł bezwładnie na ziemię i leżał kilka sekund, zdołał jednak podnieść głowę i górną część ciała do pozycji siedzącej.
- Wiedziałem, że jesteś wyjątkowy Giotto. Mój najsilniejszy cios nie zdołał Cię poskładać. – mruknął zadowolony Drake.
- CO ZA UDERZENIE! DRAKE JEDNYM CIOSEM ZMASAKROWAŁ CIAŁO GIOTTO! – wykrzyczał komentator, a cała trybuna Fairy Tail zdębiała po raz kolejny.
- Jeśli tak dalej pójdzie, Drake zabije Shada… - wymamrotał Cloud.
- Przerwijmy walkę! – wykrzyczała Shinrai, która była bardzo spanikowana.
- Chyba sobie żartujecie… - odezwał się Darker.
- Ostatnie czego Giotto by chciał to oddać walkowera. – dodał.
- Chcesz żeby go zabił? Jesteś jego przyjacielem do cholery! Zrób z tym coś! – Shinrai zaczęła okładać pięściami dużo wyższego od niej Darkera, który nic sobie nie robił z chaotycznych ciosów w jego klatkę piersiową. W końcu złapał ją za nadgarstki i warknął w jej stronę.
- Uspokój się, sądzisz, że Nero da się załatwić jak jakaś pizdeczka z portugalskiej piłki podwórkowej? – zalana łzami Shi została odsunięta od Darka przez swoją partnerkę z drużyny – Silvę.
- Słuchaj mała, Shad wie, że nie może przegrać. Wie, że nie może zginąć, bo jeśli zginie, to ja go wskrzeszę z powrotem, a potem sama wyślę do piachu. Nikt nie chce umierać dwa razy, zwłaszcza jak ja jestem katem. – wstrząsnęła przyjaciółką, a białowłosa już się ogarnęła.
- Kibicuj mu, krzycz do niego, wyznaj miłość, rzuć stanikiem, wyzywaj, cokolwiek. Niech wie, że ma twoje wsparcie. – dodała Blanca i pomogła wstać Shi. Ta z kolei podeszła do trybuny i z całych sił zaczęła wykrzykiwać imię Giotto. Do okrzyku dołączyli się pozostali członkowie gildii i część widzów. Nero słysząc to, otworzył oczy po chwili letargu, potrząsnął głową, wypluł krew, która zgromadziła się w jego ustach i wstał, lekko chwiejąc się podczas procesu podnoszenia się.
- Nie mogę ich zawieść, więc teraz czas na… - Giotto zrobił salto do tyłu i poleciał kilkanaście metrów w górę, zatrzymał się tuż na ścianie koloseum i ukucnął przy niej, przyczepił się swoim ciałem do pionowej części tej budowli.
- Ostrze fali uderzeniowej! MIECZ OSTATNIEGO ŚWIĘTEGO! – chłopak złapał się lewą dłonią za prawy nadgarstek i wyprostował palce prawej dłoni, które przyległy do siebie. Po wykrzyczeniu zaklęcia na arenie pojawił się mocny podmuch wiatru, który uniósł kurz do góry, przez co ledwo widoczny był dół pola walki. W dłoni maga Fairy Tail zaczął się tworzyć błękitny strumień energii, który uformował się w coś podobnego do miecza. Shadow przeniósł uzbrojoną rękę za siebie i ruszył w dół ściany, na początku bieg był zwykły, potem jednak przyspieszył do bardzo szybkiego tempa, aż w końcu zniknął. Zdziwiony Drake zobaczył Giotto dopiero wtedy, gdy chłopak był przy nim… Chłopak zamachnął się prawą ręką i ujawnił niebieskie ostrze, które miało kilka kilometrów długości, zanim dotarło do Drake, odbiło się od etheriońskich barier, przez co utworzył się rykoszet, który potem odbijał się od pozostałych magicznych ścian koloseum. Czas zamachu wykorzystał mag Lamii, który uniknął bezpośredniego dotyku magicznego ostrza.
- NIE TRAFIŁ!!! – wykrzyczały dziewczyny z Fairy Tail.
- To twój koniec Giotto, przegrałeś. – rzekł Drake, który już szykował się do ataku skondensowaną mocą eksplozji zgromadzoną w swojej pięści, nastał wybuch…
- CO SIĘ DZIEJE?!?!?!?! – wykrzyczał komentator. Błysk jaki wytworzył miecz zmienił się w tysiące błękitnych fal. Za Drake pojawił się wielki magiczny krater w samym środku przestrzeni, który wyglądał jak otwarcie jakiegoś ogromnego portalu magicznego. Był on barwy czarno-błękitnej i zaatakował maga Lamii mnóstwem tego samego rodzaju niebieskich ostrzy, które wytworzył Giotto w swojej dłoni. Dodać te, które odbiły się rykoszetem od magicznych ścian koloseum, Drake został zaatakowany z każdej strony magicznym atakiem. Zdążył jednak musnąć Shada pięścią, przez co wytworzyła się dodatkowo eksplozja o wielkiej skali. Nastąpił wielki wybuch, etheriońskie ściany ledwo wytrzymały napływ tak potężnej magicznej mocy, kibice i pozostali magowie odczuli ogromną falę uderzeniową, jaka przedostała się przez barierę. Zostali w porę ochronieni przez runicznych rycerzy, którzy postawili dodatkową tarczę w chwili wydostania się samej fali. Całe szczęście wybuch został w środku. Po kilkunastu sekundach eksplozja ustała, cała arena była w dymie i kurzu, nic nie było widać.
- CZY KTOŚ WIE CO SIĘ STAŁO?! CO Z ZAWODNIKAMI?! CZY TO JUŻ KONIEC?! – wykrzykiwał DJ Condor, jednakże bez odzewu. Minęło trochę czasu i wszystko zaczęło opadać. Po następnych kilku chwilach oczom widzów ukazały się dwie postacie, Drake opierający się na kolanie, cały we krwi oraz znajdujący się w pozycji siedzącej Giotto, który opierał się o ścianę koloseum, cały poparzony. Między nimi znajdował się ogromny krater, z którego wydobywała się czarno-błekitno-żółto-czerwona pusta przestrzeń energii. Obaj magowie ledwo oddychali, jednakże żaden z nich nie mdlał, obaj dzielnie trzymali się ze swoimi siłami witalnymi. Po jakimś czasie podnieśli się, jeden z klęczek, drugi z siedziska i stanęli po dwóch przeciwnych stronach krateru.
- TO JESZCZE NIE KONIEC WALKI!!! OBAJ STOJĄ NA NOGACH!!! – Drake obdarował Giotto spojrzeniem pełnym podziwu i szacunku, co również po chwili dało się zauważyć u Nero względem tego pierwszego. Wszyscy zebrani w koloseum byli bardzo zdziwieni, nikt nie mógł wydusić z siebie słowa, nawet Vince, Darker czy Cloud, którzy zachowywali nawet w takich sytuacjach trzeźwość myśli.
- To są potwory… - wymamrotała Silva, nie mogąc zamknąć ust ze zdziwienia.
- Nie, to jest właśnie siła świętych magów… - westchnął Darker, który zauważył, że Giotto i Drake szykują się do kolejnej rundy starcia. Nagle Vince zerwał się z pozycji leżącej i zaczął słuchać wiatru, który był bardzo niespokojny i chciał mu coś przekazać.
- Zaraz wydarzy się coś strasznego? Co masz na myśli? – po chwili Vince wylądował na balkonie, gdzie stali pozostali magowie i wychylił się.
- Musimy przerwać walkę! Natychmiast! – krzyknął zdenerwowany.
- Dlaczego?! – spytali zdziwieni członkowie Fairy Tail.
- Giotto zaraz przebudzi ukryte pokłady energii!!! – słysząc to członkowie Fairy Tail, zaczęli się dobijać przez magiczną barierę do sędziów by przerwali walkę. Oni jednak tego nie słyszeli, dlatego Darker i Hornet udali się na dół, do centrali. Nagle na arenie zaczęło się coś dziać. Giotto upadł na kolana i złapał się ręką za brzuch. Zaczął krzyczeć, był to krzyk pełen bólu i cierpienia, sam Drake zmartwił się tym stanem swojego przeciwnika.
- UCIEKAJCIE!!! – wydarł się Giotto. Jego głos był jednak nienaturalny. Był głosem istoty nie z tego świata. Był głosem… demona.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
polfax.pl kartki-komunijne-recznie-robione.eu grzejniki purmo wrocław roboty koparką kraków